PAWEŁ WÓJCIK - POLSAT SPORT - ZAPRASZA
FELIETONY SPECJALNIE DLA SERWISU WWW.PROMIENZARY.COM

36 lat, urodzony w Żarach, Studia – Uniwersytet Wrocławski, kierunek nauki polityczne. Już w trakcie nauki na uczelni, rozpoczął pracę w mediach. Na początku było to Radio ESKA Wrocław. Od 1995 roku Paweł Wójcik był tam szefem redakcji sportowej oraz rzecznikiem prasowym koszykarskich mistrzów Polski – Śląska ESKI Wrocław. W tym czasie przeprowadzał pierwsze relacje radiowe z najważniejszych światowych imprez sportowych: Finałów indywidualnych i drużynowych mistrzostw świata na żużlu i walki bokserskiej Gołota – Bowe II. Sukcesy wrocławskiej Eski spowodowały, że w 1997 roku, Paweł Wójcik otrzymał propozycję stworzenia redakcji sportowej w ogólnopolskim porozumieniu radiowym Super FM oraz Radiu Eska Warszawa. Po krótkim czasie przyszła oferta współpracy z redakcją sportową TVP. Na "Woronicza” spędził rok głównie jako reporter Wiadomości a także magazynów "Gol” i "Sportowa Niedziela”. W 1999 roku, pracując cały czas w radiu, otrzymał propozycję współpracy z Polsatem. Już wtedy wiadomo było, że piłkarskie mistrzostwa świata, a także Liga Mistrzów i Bundesliga, będą pokazywane przez największą prywatną telewizję w Polsce. Szef redakcji sportowej Polsatu Marian Kmita, zaufał Wójcikowi. Ten dość szybko zaczął "wciągać” się w telewizję i na radio nie było już czasu.
Od początku istnienia Polsatu Sport, Paweł Wójcik jest czołowym komentatorem wszystkich rozgrywek piłkarskich. Dodatkowo dał się też poznać jako dziennikarz specjalizujący się w żużlu. Komentował między innymi: Drużynowy Puchar Świata na Żużlu, Ekstraligę, finał Pucharu Konfederacji 2001, finał Mistrzostw Świata U-17 2001, MŚ 2002 i koszykarską Suproligę.
Prywatnie: żona Anna (dziennikarka), hobby: futbol, żużel i ostra muzyka rockowa (ukończona szkoła muzyczna i występy w kilku grupach rockowych).

źródło: Polsat


Oj smutno się zrobiło...
[20.08.2004]

Oj, smutno się zrobiło i to bardzo. Siedzimy tak sobie w redakcji, ja z Żar, koledzy z Sosnowca, Wrocławia itd. i czasami ręce nam opadają. Kilka tygodni temu trzymali prawie wszyscy kciuki za Zagłębie albo Śląsk, – czyli walczących o drugą ligę, ale także za Promień, aby „moja” ekipa nie spadła. Udało się! Jednak teraz sytuacja diametralnie zaczęła się różnić. Do rzeczy: ekipa z Sosnowca nie ma nawet 2 tysięcy 400 złotych, aby pospłacać zaległości a Śląsk póki co idzie jak burza ale brakuje mu jeszcze dużo by nazywać się profesjonalnym klubem. Najwięcej przykrości sprawia nam jednak sytuacja Promienia. Wiem, że z perspektywy Warszawy ciężko jest się wypowiadać odnośnie sytuacji w klubie, ale nawet tu ciężko nie znaleźć informacji o wynikach, składach, kondycji i innych rzeczach nurtujących trzecioligowców. Wiem, że w klubie zrobiło się gorąco, że coraz częściej zaczyna się zwalać winę za pewne rzeczy, o których chyba najwyraźniej zapomniano albo po prostu zabrakło pieniędzy. Od wielu lat prezesi nawet największych naszych klubów, nie widzą nie poradności swoich podwładnych, czyli menagerów, trenerów czy piłkarzy widzą za to kłujące w oczy teksty czy złośliwe relacje w ogólnopolskiej prasie lub w lokalnych mediach. No, ale jakie mają one być skoro zespół narodowy ośmiesza się w Poznaniu przegrywając z Duńczykami aż 1 – 5, a na mniejszą skalę dołujący Promień po dwóch kolejkach ma tylko jeden punkt!!! Klubowi włodarze zapominają, że oni rządzą, piłkarze grają, trenerzy trenują a dziennikarze piszą albo mówią. To, co i jak mówią – to inna kwestia. Jak zespół gra świetnie i wygrywa, nasi ulubieńcy są zagłaskiwani. Pysznią się wtedy do granic wytrzymałości a co niektórzy życzą sobie po dwa tysiące za wywiad!!! Kiedy przegrywają zaczyna się robić bagienko. Piłkarz, prezes, trener, nabierają wody w usta a krytyka zaczyna boleć. Co z tego, że grają jak nieudacznicy i widzą to kibice w całej Polsce albo w całych Żarach. Zasada jest identyczna – niezależnie od tego czy jest to ekstraklasa czy trzecia liga zachowanie jest takie same. Szkoda tylko kibiców, bo oni najmniej wiedzą i wśród nich rodzi się najwięcej plotek i podejrzeń. Pamiętam jak 4 lata temu jeden z prezesów (bardzo odurzony alkoholem) chciał mi „przylać” za to, że nie zrobiłem z nim wywiadu w czasie meczu. Inny chcąc pokazać swoją władze wchodził do wozu transmisyjnego i realizatorowi kazał pokazywać reklamy a nie boisko. Jeszcze inny wyśmiewał telewizje, że ta nie chce płacić ZAIKSOWI za prawa autorskie do piosenek wypuszczanych ze stadionowych głośników w czasie meczów. Nie ma co podawać nazwisk, bo nie oto chodzi. Generalnie w całym polskim sporcie brakuje trenerów z prawdziwego zdarzenia a co czasami ważniejsze menagerów!!! Sama miłość do piłki czasami nie wystarczy. Potrzebny jest ktoś, kto ma notes z telefonami do paru VIPÓW i znajomości w świecie biznesu i polityki. Powoli zaczynają już uczyć takiego marketingu w naszych szkołach. Powoli, bo szkoły dla dziennikarzy powstawały wcześniej, a i wykładowcy w nich byli lepsi. Mimo to, jak zawsze trzymam kciuki z „Promykiem”, działaczom życzę skuteczności, piłkarzom wytrzymałości a kibicom chwil radości. Dziennikarze poradzą sobie sami.
Paweł Wójcik.


Korupcja atakuje? Nie, była, jest i pewnie jeszcze będzie!
[09.05.2004]

Całe szczęście, że są w Polsce dziennikarze, odważni, bezpardonowi i kochający piłkę nożną. Dzięki nim co jakiś czas na światło dzienne wychodzą nowe, kolejne afery które niszczą nasz futbol. Latem Szczakowianka i Świt albo teraz Polar i Zagłębie – jestem przekonany że to nawet nie jest wierzchołek góry lodowej. To tylko sprawy, w których ktoś (najczęściej chyba ten kto dostał najmniej) zechciał minimalnie puścić parę. Najgorsze jest jednak to, że ani Polski Związek Piłki Nożnej, ani prokuratura i sądy nie są w stanie poradzić sobie w taki sposób aby korupcje zniszczyć.
Odkąd pamiętam, zawsze mówiło się o tym kto komu i za ile sprzedał ważny mecz. Różnie mówiło się tylko o stawce. W „okręgówce” była to przysłowiowa skrzynka piwa, nieco wyżej skrzynka wódki no a potem była już kasa. Im wyżej, ponoć tym więcej i nie ma się temu co dziwić! Scenariusz do „Piłkarskiego pokera” napisało samo życie.
Skąd bierze się zjadająca nasz cały sport korupcja? Moim zdaniem to piętno, które pozostawiła w nas komuna. Wiele razy redaktor Bogdan Tomaszewski opowiadał mi jak to przed II wojną światową, zawodnicy za własne pieniądze jeździli na mecze a medale z imprez międzynarodowych nawet z Igrzysk Olimpijskich nagradzane były przez ówczesne władze bukietem kwiatów. Po 1945 roku sprytni Polacy zaczęli uczyć się kombinatorstwa a zasada: ”czy się stoi czy się leży 500 złotych się należy” stała się dla większości naszych rodaków mottem życiowym. Pojawiły się łapówki i brali je wszyscy, milicjant na drodze, urzędnik w magistracie, lekarz w klinice itd. Dlaczego nie miałby ich nie brać sportowiec za ustawiony wynik, skoro cała niemal Polska korumpowała się za kase, wóde a nawet kartki na mięso! Siedzi w nas ta zgnilizna jeszcze cały czas a o tym jak się pewnie czuje dowiadujemy się prawie każdego dnia. Teraz w czasach sportu zawodowego chęć nieuczciwej rywalizacji jest jeszcze większa. No bo czym różni się kupowanie meczu od zakazanego wspomagania chemicznego słabszego organizmu. Niczym!!!
I tradycyjnie można biadolić dalej, jednak jedno się zmieniło. Władza ma dobrze napisane prawo i ma też obowiązek działania. Przepisy są klarowne i czytelne. Tylko ich realizacja szwankuje. No bo jeśli się miało kasę na kupienie meczu, znajdzie się i „dola” na kupienie urzędnika. Dziś jeszcze cały czas słychać powiedzenie: „wszystko można kupić, wszystko jest kwestią ceny”. Smutne ale prawdziwe.

Paweł Wójcik, Polsat Sport.


HUMOR PREZESA
[14.05.2004]

Żużlowi prezesi od dawna mają tę jedną fantastyczną cechę, którą potrafią wprowadzić kibica w „odmienne stany świadomości”. Humoru nie brakowało większości z nich od dawna. Ostatnio rozbawił mnie do granic wytrzymałości szef leszczyńskiej Unii Rufin Sokołowski, snując żużlowo – telewizyjne plany na przyszłość. Na łamach „Tygodnika Żużlowego” prezes wielkopolskiego klubu stwierdził, że w nowym sezonie wszystkie mecze ligowe będzie transmitowała na żywo TVP a widownia na jaką liczy to prawie 4 miliony widzów!!! Ze śmiechu spadłem z krzesła i całe szczęście że zaliczyłem miękkie lądowanie bo moja głowa przy tym nie ucierpiała. „4 miliony widzów” całe szczęście, że byłem po kolacji bo tego dnia do końca już nic nie mogłem jeść. Ja też mam różne plany na przyszłość z największe to lot na Marsa z Andrzejem Huszczą na jego motorze! Panie Prezesie z czym do ludzi!!! Obecnie żużel ligowy ma widownię zbliżoną do grona fanów koszykówki, ustępuje wyraźnie siatkarzom, nie wspominam o piłkarzach, łyżwiarzach figurowych, bokserach czy Małyszu. 4 miliony widzów, a czasem nawet mniej, skupia przed telewizorami elitarna Liga Mistrzów. 4 miliony to mecz o ME naszych siatkarek oraz bardzo dobry film sensacyjny. Nasze ligi siatkarska i koszykarska (pokazywana w TV4 albo TVP 3) to widownia od 200 do 500 tysięcy. Mecze extraligi żużlowej w TV Puls i Polsacie Sport, plasują się gdzieś w okolicach środka tej grupy (spotkanie ZKŻ – Włókniarz oglądało maksymalnie 350 tysięcy telewidzów). Szkoda iż w większości nasze żużlowe kluby nie mają pojęcia co to jest marketing, co to są badania AGB itd. Nawet turnieje GP w tym roku nie znalazły uznania w oczach szefów wszelkiej maści stacji ogólnodostępnej. Badania oglądalności były okrutne: żużel jest w Polsce sportem niszowym i pamiętajcie o tym w kolejnych latach Panowie Prezesi. Z ligą jaką zaoferowaliście widzom w tym roku, jest tak słabo że nie ma nawet najmniejszego sponsora na rynku krajowym, który byłby zainteresowany reklamowaniem się przy tych rozgrywkach. Promocja tej dyscypliny leży na łopatkach jak rywale Gołoty z czasów początków jego kariery. No bo kto ma oglądać te fantastyczne widowiska poza fanatykami. Największe atuty ligowego żużla w ty sezonie są porażające. Mecze trwają po dwie i pół godziny (choć wyścigów mamy ledwie na 18 minut), juniorzy przewracają się bez końca nie potrafiąc utrzymać motocykla, zagranicznych gwiazd speedway’a jest tyle, że palców u rąk jest za dużo aby ich wszystkich policzyć. Jeżeli w najbliższych miesiącach GKSŻ szybko nie wyciągnie nowych wniosków frekwencja będzie zagrożona a marginalizacja żużla będzie się pogłębiać. Ale mimo to jestem pewien, że ligowy żużel może obejrzeć w przyszłości nawet 4 miliony widzów. Będą to jednak czasy, kiedy w Lesznie będzie mieszkać co najmniej milion ludzi!!!
Paweł Wójcik, Polsat Sport.


BUNDESLIGA I POLACY
[20.03.2004]

Polscy piłkarze w Bundeslidze, w tym sezonie grają bardzo słabo. Dla naszych zawodników to najgorszy okres od kilku lat. Jedynym, który zbiera dobre recenzje w pierwszej Bundeslidze jest Tomasz Zdebel (VfL Bochum) który podziękował niestety kilka miesięcy temu za grę w reprezentacji. Zawodonicy na których stawia Paweł Janas i ci, którym chciałby zaufać, grają rzadko albo przesiadują w nieskończoność na ławce rezerwowych.
Kiedy po meczu Stuttgartu z Chelsea w Lidze Mistrzów, na rozmowę zgodził się Felix Magath, zapytał mnie krótko: Gdzie są polscy piłkarze? Może pomogliby nam dzisiaj? Niestety trener VfB nie mówił poważnie. Co prawda pamięta z czasów gry w Eintrachcie Frankfurt Pawła Kryszałowicza, ale w tej chwili nie widzi miejsca w drużynie vicemistrza Niemiec dla żadnego z naszych rodaków.
Na rozmowę nie tylko o polskich piłkarzach zgodził się bardzo szybko Andreas Brehme. To jego bramka z rzutu karnego dała tytuł Mistrza Świata Niemcom w roku 1990, kiedy to w finale pokonali Argentyńczyków. Po zakończeniu kariery, Brehme trenował między innym Tomasza Kłosa w Kaisersalutern.
Paweł Wójcik: Zna Pan takie nazwiska jak Delura, Podolski czy Trochowski?
Andreas Brehme: Oczywiście!. To są bardzo dobrzy młodzi piłkarze. Szczególnie, bardzo podoba mi się Delura. W meczu z Werderem miał świetną okazję do strzelenia ładnej bramki. Tym razem mu się jeszcze nie udało. Ale trzeba pamiętać że on ma dopiero 18. lat i cała piłkarska kariera jest jeszcze przed nim.
- Ostatnio w Polsce dużo mówi się o tym, aby przynajmniej dwóm z tej trójki przyznać nasze obywatelstwo i aby mogli zagrać w naszej reprezentacji. Słyszał Pan o takim pomyśle?
AB: To są jeszcze młodzi chłopcy. Wydaje mi się, że jeśli będzie taka możliwość, to zapewne wybiorą grę w reprezentacji Niemiec. Ale w tej konkretnej sprawie nikt nie może nikogo pouczać. To będzie ich własny wybór. Na szczęście mają jeszcze trochę czasu aby wybrać to co dla ich kariery jest najlepsze.
- Trener Rudi Voller zachęca ponoć Podolskiego do gry w kadrze Niemiec, twierdząc że być może pojedzie na finały Mistrzostw Europy do Portugalii!
AB: Myślę że w tym przypadku jest zdecydowanie za wcześnie składać takie deklaracje. Przede wszystkim Lukas musi ustabilizować swoją formę. Ja nie mówię że to jest zły pomysł! Ale na grę w reprezentacji trzeba się mocno napracować. Przypuszczam że Podolski doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
- Jak pan sądzi, dlaczego tak wiele talentów „uciekło” nam aby teraz robić karierę w Niemczech. Czy sukcesy tej trójki o której wspomniałem to potwierdzenie błędów polskiego systemu szkolenia?
AB: Na to wygląda. Ale w Niemczech ten system budowany był od wielu lat. U nas są zdecydowanie większe możliwości: zaczynając od tego że Niemców jest dwa razy więcej niż Polaków a kończąc na stanie i jakości boisk i stadionów. To jest konsekwentna polityka. I dlatego po jakimś czasie w juniorach FC Kolen odnajduje się utalentowany gracz pochodzący z Polski. Zresztą tu nawet nie chodzi o to skąd pochodzi piłkarz. Problemy szkolenia nie dotyczą tylko waszego kraju. Dobrzy gracze są na całym świecie! Trzeba ich tylko odszukać i wytrenować, to bardzo proste!
- No dobrze a co Pan w takim razie sądzi o pozostałych polskich piłkarzach, którzy w tym sezonie grają w Bundeslidze? Zdajemy sobie sprawę z tego że jeszcze dwa, trzy lata temu niektórzy byli prawdziwymi gwiazdami.
AB: Moim zdaniem, każdy z piłkarzy który przebije się do podstawowej jedenastki swojej drużyny zasługuje na słowa uznania. Dlatego też mam wielki szacunek do takich nazwisk jak: Wałdoch i Hajto.
- Ale jaki jest powód tego, że tak wielu naszych piłkarzy ma w tym sezonie poważne kłopoty nawet z grą w podstawowej jedenastce? Na przykład Kosowski w Kaisreslautern czy Wichniarek i Karwan w Herthcie?
AB: Mnie też to dziwi. Wichniarek w Bielefeld grał „sensationel”. Ale widać, że różnica między pierwszą a drugą Bundesligą jest tek duża, że nawet tacy piłkarze jak Wichniarek potrzebują sporo czasu aby zaadoptować się w nowych warunkach. Myślę jednak że są to przejściowe problemy i już niedługo będziecie mogli sieszyć się z dobrych występów wszystkich waszych rodaków na niemieckich boiskach.
- Problemów z graniem nie ma za to nasz najlepszy piłkarz Jacek Krzynówek. Ale on gra „tylko” w drugiej Bundeslidze!
AB: O Jacek!!! On jest fantastyczny! Kiedy pracowałem w Kaiserslautern bardzo chciałem go mieć w swoim zespole. Były już nawet prowadzone konkretne rozmowy z Norymbergą, ale szefowie Krzynówka nie chcieli się go pozbywać. No cóż, teraz ma podpisaną umowę z Leverkusen i tam na pewno będzie się rozwijał. Jacek to bardzo dobry gracz.

W Monachium rozmawiał Paweł Wójcik, Polsat Sport.


PO LIDZE MISTRZÓW
[01.03.2004]

Kiedy wróciłem ostatnio do Polski, z dwóch niemieckich meczów Ligi Mistrzów, byłem o włos od załamania. Szok pierwszy: zjazd z autostrady w Zgorzelcu na drogę do Żar - myślałem, że jestem w Albanii a nie w kraju który od maja będzie w Unii Europejskiej. Na aSYFaltowej, dziurawej drodze, ledwo mieściło się moje auto - nie mówię już jaką sztuką było mijanie się z samochodami jadącymi z przeciwka. Szok drugi: zachlane gęby wystające pod wiejskimi sklepami wypatrujące sponsorów ewentualnej winnej biesiady i dzieci które gdzieś koło stodoły, w podrabianych koszulkach Realu Madryt biegają za piłką. Niestety pewnie za kilkanaście lat staną obok sklepowych żuli a nie będą biegać po normalnych boiskach. Szok trzeci: O kurcze jak nam daleko do prawdziwej profesjonalnej piłki! Przemyślonka te dopadły mnie zapewne z powodu zbyt długiej przerwy zimowej a dodatkowo po raz pierwszy miałem przyjemność na żywo i ze stadionu komentować dwa wielkie mecze Champions League: Bayern Monachium - Real Madryt oraz VfB Stuttgart - Chelsea Londyn. To co mnie powaliło po drugiej stronie Odry, to przede wszystkim perfekcyjna organizacja. Wieczorem przed i w czasie meczu Niemcy trzy razy przychodzili do mojego stanowiska i pytali się czy wszystko OK! Na naszych stadionach praca komentatora interesuje tylko jego samego. Ochroniarze i wszystkie inne służby są mega życzliwe i uprzejme. U nas w kraju, kibice i inni goście są raczej osobami, które przeszkadzają „stadionowcom” w ich pracy. Sama oprawa meczu i porządek na Olimpiastadion i Gotlib Deimler Stadion to rzeczy, o których możemy jedynie pośnić! Szkoda wyliczać. Gdybym chciał to wszystko opisać zabrakłoby miejsca na tym portalu. Krótko: sportowo, organizacyjnie i telewizyjnie jesteśmy tak daleko jak reprezentacja Pawła Janasa od vicemistrzów świata - Niemców. Niestety, żeby było choć minimalnie lepiej należy zacząć najpierw od porządnej drogi dojazdowej na stadion. Tam cały czas brakuje parkingu, toalety, sklepu z gadżetami i choćby najmniejszego i ważne porządnego baru z hot dogiem. A jak już jesteśmy na polskim stadionie (nie ważne czy I czy III ligi) to rzadko jest na czym wygodnie (nie piszę już o czystości) usiąść. A przecież wiadomo, że całe zaplecze ściągnie kibiców. Po nich przyjdą sponsorzy, dalej wyniki, lepsi sponsorzy i telewizja i tak dalej i tak dalej. Piłka nożna nie jest już od dawna zabawą. To wielki biznes, na którym można zarabiać na wiele sposobów. I póki tego nie nauczymy się wszyscy: kibice, działacze, zawodnicy i dziennikarze, polskie kluby dalej będą w ogonie europejskiej piłki a Liga Mistrzów pozostawać będzie w strefie marzeń.

Paweł Wójcik - Polsat Sport


Na szczęście zima już się kończy!
[17.02.2004]

Na szczęście zima już się kończy! Jeszcze tylko miesiąc i nasi ligowi wymiatacze znów będą śmigać, wprowadzając nas w zachwyt i euforie. Szkoda tylko, że Ci którzy kochają futbol muszą tak długo czekać. Przerwa między rundą jesienną a wiosenną, która trwa cztery miesiące to stanowczo za dużo! Zasłaniane się warunkami atmosferycznymi, jest żadnym usprawiedliwieniem. Przynajmniej dla klubów z pierwszej a nawet drugiej ligi. W Niemczech (a to przecież nasi sąsiedzi) zawodnicy wrócili na boiska już pod koniec stycznia. Cztery miesiące laby, udawanych treningów (no bo co to za zajęcia po kolana w śniegu z piłką) no i zagranicznych podróży. Sporo to kosztuje, ale jak widać rozrzutność i tak cienko przędących klubów musi budzić podziw (?) i zastanowienie. A gdyby tak zainwestować te środki na modernizacje boisk? Nie przypominam sobie, żeby Bayern Monachium, Borussia Dortmund czy inny klub z Bundesligi szukał wsparcia na południu Europy. Owszem są wyjazdy na przykład na Wyspy Kanaryjskie czy do Turcji ale są one wykorzystywane do udziałów w towarzyskich (krótkich) turniejach a nie specjalnych zgrupowaniach. W Anglii gra się niemal cały rok. No cóż Polska! Piłkarze na Zachodzie grają już w najlepsze. Liga Mistrzów i Puchar UEFA wraca już pod koniec lutego. My jeszcze trochę poczekamy. A swoją drogą. koszykarze, siatkarze, szczypiorniści czy hokeiści w naszych ligach nie mają prawie żadnej przerwy między rundami!
Na szczęście jest telewizja i można śmiało pooglądać jak to robią mądrzejsi i lepsi. Myślę o Niemcach, Anglikach Włochach, Hiszpanach i wielu innych nacjach. Nawet Holendrach. Nasz „Promyczek”, bohater najgłośniejszego zimowego transferu, gra i strzela dla Nijmegen. To musi budzić podziw. Niestety, na razie chyba tylko w rodzinie Niedzielana i u kibiców! Jego trzy bramki w czterech meczach zamknęły usta krytykantom (niestety nie wszystkim - na pohybel im!!!). Kiedy Andrzej zapakował bramkę Feyenoordowi, tylko jeden kolega z polskich muraw (Kriżanac a to nie Polak) wysłał mu SMS’a z gratulacjami. No cóż Polska! Ciekawe co się stanie, kiedy Niedzielan faktycznie wypromuje się tak skutecznie, że jego nowy holenderski telefon będzie gorący od składanych mu ofert. Ponoć już wpadł w oko Louisovi van Gaalovi - byłemu trenerowi Barcelony, reprezentacji Holandii a teraz dyrektorowi sportowemu w Ajaxie Amsterdam.
Z perspektywy Warszawy cały czas śledze co dzieje się w Promieniu. Mam wrażenie, że wiosna może być całkiem niezła. Coś tak czuje! Nawet sparing wysoko przegrany z Amicą nie był w stanie zatrzeć we mnie tego coś, co karze mi wierzyć że Promień może nawet wylądować gdzieś na bardzo bezpiecznym miejscu w środku tabeli (a może nawet wyżej). No cóż. Pozostaje odliczać dni do inauguracji rundy wiosennej w Polsce. Ja będę w nie co lepszej sytuacji bo już za kilka dni jadę do Niemiec. Czeka mnie niezła uczta: Bayern Monachium - Real Madryt a dzień później Stuttgart - Chelsea. I tu tak na koniec malutka refleksja. Do czasu kiedy nasi piłkarze będą czekali na wiosnę cztery miesiące a inni za granicą cztery tygodnie, do tej chwili będziemy w ogonie europejskich lig.

Pozdrowienia ze stolicy Paweł Wójcik, paco@polsat.com.pl


SPORT W TV DLA PROMIENIA
[19.01.2004]

Wiele osób zaczepia mnie zadając pytania o repertuar stacji telewizyjnych nastawianych na sport. Zwykły oglądacz TV nie wie o tym, iż dzień w dzień w redakcjach trwają narady co do ramówki, oferty programowej, wyników oglądalności itd. Najłatwiej jest mi przedstawić „sportową telewizje” na podstawie stacji w której pracuje – Polsacie Sport. Zapewniam Was, że na antenie nic nie pojawia się przypadkowo. Każda pozycja, każdy program i jego miejsce w ramówce to efekt narad, często nawet sporów. W tej chwili w Polsce trzy dyscypliny wyraźnie dominują jeśli chodzi o liczbę widzów nad pozostałymi. Najwięcej telewidzów przyciąga rzecz jasna piłka nożna (reprezentacja, Liga Mistrzów i Puchar UEFA). Druga pozycja zarezerwowana jest dla skoków narciarskich – głównie za sprawą Adama Małysza. Na miejscu trzecim jest siatkówka, tak z udziałem naszych złotych dziewczyn jak i z udziałem zawodników Stanisława Gościniaka. Bardzo dobrze oglądana jest także Polska Liga Siatkówki. Pozostałe dyscypliny, wyniki telewizyjne mają znacznie słabsze. To właśnie najpopularniejsze zawody i ligi, są oczkiem w głowie szefów stacji. Za prawa do mistrzowskich turniejów futbolowych płaci się najwięcej. Mistrzostwa Świata Korea – Japonia 2002, kosztowały o czym chyba wszyscy pamiętają 20 milionów dolarów. Tyle zapłacił Polsat ale inne telewizje w krajach bogatszych płaciły znacznie więcej. Mundial 2006 w Niemczech będzie na pewno jeszcze droższy a to za sprawą godzin rozgrywania meczów (16 – 22), które są dla reklamodawców wyjątkowo atrakcyjne.
Panuje u nas opinia, że skoki narciarskie to „Małysz”. I taka jest prawda. Kiedy Adama brakuje na skoczni, albo skacze słabiej, przed telewizorem zasiada co raz mniej widzów.
Siatkówka to nie tylko sport ale także moda na świetny doping i super zabawę na trybunach. Telewizja uwielbia takie wydarzenia.
W telewizji zawsze dobrze sprzedawały się imprezy z udziałem łyżwiarzy figurowych (!) oraz najlepszych bokserów.
Koszykówka i żużel są na kolejnych miejscach. I to dla wielu widzów jest zastanawiające. Jak to skoro na mecze żużlowe przychodzi nawet po 25 tysięcy widzów a w TV Jest tak słabo?!? Niestety taka jest prawda. Żużel, hokej i piłka ręczna muszą jeszcze długo walczyć o widza. W najlepszej sytuacji z tej trójki jest speedway. Niestety żużlowi działacze (często przypadkowi, nieudolni) sami grzebią swój ulubiony sport. Ostatnio wymyślili, że w nowym sezonie ograniczą możliwość startów zawodników ze ścisłej światowej czołówki i nakazali aby w lidze startowało obowiązkowo więcej juniorów. Ma to spowodować oszczędności i rozwój polskich młodych zawodników! To jednak typowa bzdura! Kiedy okazało się że tylko jeden obcokrajowiec będzie jeździł w meczu, żądania finansowe naszych gwiazdeczek poszły w górę lotem samolotu ponaddźwiękowego. Mówię więc głośnio i stanowczo: NIE! Nie można obniżać wartości marketingowej ligi (starty najlepszych na świecie zawsze ściągają sponsorów, TV no i zwłaszcza widzów). Do tego nie przypominam sobie aby w piłkarskiej Anglii, Hiszpanii czy w Bundeslidze musieli startować obowiązkowo: jeden junior w obronie, jeden junior w pomocy i tylko jeden obcokrajowiec w ataku! Bzdura! Jeśli zawodnik jest dobry wypromuje się sam i sam wywalczy miejsce w składzie nawet najwspanialszej drużyny! Przykłady są znane wszystkim: Raul i Real Madryt czy Owen i Liverpool. Swego czasu nawet Kowalczyk i Legia Warszawa. Niestety polscy działacze są wyjątkowi, pod każdym względem! I ta teza odnosi się nie tylko do żużla ale całego naszego sportu. Ale odbiegam trochę od tematu sportu w TV.
Ostatnio przekonałem się że warto reagować w ramówce telewizyjnej, natychmiastowo na wszelkie zmiany, na przykład czasowe. Jeśli tenis przedłuża się w nieskończoność a już ma się rozpocząć mecz Bundesligi, trzeba pokazać niemiecki futbol. Szkoda mi kibiców „białego sportu” ale oglądalność tej dyscypliny jest bardzo niska. Ramówkę telewizyjną trzeba przygotować trzy tygodnie wcześniej bo tak chcą tygodniki z programami. To jest dla nas bardzo niewygodne, dla kibiców myślę że też! Przecież zdarza nam się w ostatniej chwili kupić jakieś wielkie wydarzenie, mecz, turniej itd. A rywalizacja w turniejach? Nie można trzy tygodnie w przód założyć, że na przykład po rundzie grupowej turnieju mistrzowskiego polska drużyna walczyć będzie o medal albo o miejsce 5 czy 7! Gazety więc czasami mylą i wprowadzają w błąd. Na szczęście stacja o profilu sportowym (na przykład Polsat Sport) może reagować natychmiast na wyniki meczów i tabele. Tak było choćby z Mistrzostwami Europy siatkarek! Co więcej, Polsat zmienił ramówkę nawet swojego głównego kanału pokazując mecz finałowy z Turczynkami na żywo.
Sportowa telewizja sprawia wiele przyjemności. Niekiedy trzeba za nią płacić. To symbol czasu! Tak jest na całym wiecie. Pisałem już o tym w innych felietonach. Przy okazji pojawiają się „znawcy” „fachowcy” „podpowiadacze” no i „oceniacze”. To złe! Za dużo piłki! Za mało tego! Otóż uwaga: jeśli chcecie poważnie traktować swoje opinie to zapraszam do dyskusji. Mój email paco@polsat.com.pl. Odpisuje na większość e-maili, pod warunkiem że są rzeczowe i konkretne. O tym, że nasza polityka sportowa w Polsacie Sport jest na razie OK., świadczą wyniki oglądalności stacji sportowych w Polsce. Polsat Sport jest za Eurosportem ale przed Canalem plus Niebieskim i DSF. Stawiamy na dobrą piłkę i dużo polskiego sportu. W nowym 2004 roku będzie co oglądać. Sezon piłkarski zaczynamy od debiutu Andrzeja Niedzielana w lidze holenderskiej. Studio, goście, komentarz z Amsterdamu – naprawdę warto. Uwaga, szykujemy się do pokazywania polskiej piłki! Kto wie, może nawet trzeciej ligi?!? Taki mecz: Zagłębie Sosnowiec – Śląsk Wrocław, będzie miał dużo więcej sympatyków niż pojedynek w lidze hokejowej czy piłkarzy ręcznych.

Paweł Wójcik, Polsat Sport


NEC – nowy klub Andrzeja Niedzielana! Prawda o Nijemgen
[30.12.2003]

Jak wiecie, Polsat Sport to jedyna stacja w naszym kraju, która regularnie pokazuje mecze ligi holenderskiej. Od wielu lat, w kraju tulipanów występowali Polacy. Kolejnym będzie wychowanek Promienia Andrzej Niedzielan. Ligę holenderską, jak własną kieszeń zna mój serdeczny przyjaciel, Bożydar Iwanow. Poprosiłem go aby opisał w kilku zdaniach, nowy klub Niedzielana. Na co może liczyć, jak wygląda kadra tej drużyny, z kim będzie rywalizował o miejsce w składzie i czy to prawda, że NEC jest zespołem przeciętnym. Oto co napisał Bożydar, czytelnikom serwisu Promienia:

Wbrew temu co pisze polska prasa, NEC wcale nie jest zagrożone spadkiem. Także dlatego, że bezpośrednio spada jeden zespół, będzie to na 75% Zwolle, a dwa następne grają w barażach, ale przede wszystkim dlatego, że Nijemgen jest mocniejsze od co najmniej sześciu zespołów ligi, i raczej widzę ten klub w górnej połówce tabeli. Andrzej będzie grał, bo konkurentów w ataku specjalnych nie ma! NEC jesienią zdobyło zaledwie 19 goli, tylko 4 zespoły były pod tym względem gorsze. Dennis De Nooijer to już zgrana karta, ma 34 lata, nie jest najszybszy, choć braki piłkarskie potrafi nadrabiać doświadczeniem. Ma niezły strzał, nie źle gra głową. Strzelił 3 gole. Fabian De Freitas miał dobry start, ale cały ubiegły sezon nie grał, choć był wcześniej w Osasunie, Boaviscie i Boltonie, to też nie jest rywalem. 31 lat, lekka nadwaga, 2 gole, ostatnio ława. Zico Tumba (DR Kongo) ma dużo gorszy sezon niż ubiegły - kiedyś strzelił jedną z najładniejszych bramek sezonu. Ma dobre warunki fizyczne, ale z szybkością na bakier. Bez gola. I Frank Demouge, najmłodszy 21 lat, 2 gole, ale też nie jest to jakaś wielka gwiazda. Dlatego najwięcej goli strzelił pomocnik Yoossouf Hersi, kiedyś w Ajaksie, 4 bramki, najbardziej kreatywny i najlepszy technicznie w zespole, ale czasem nieodpowiedzialny (czerwona kartka w Krakowie). Jest jeszcze w pomocy exreprezentant .Jugosławii Dejan Govedarica i dobry bramkarz Dennis Gentenaar. Ten drugi był najlepszy w ubiegłym sezonie ale teraz miał kilka wpadek. Moim zdaniem Niedzielan może zostać największą gwiazdą zespołu. NEC po serii meczów bez zwycięstwa wygrało dwa ostatnie mecze w tym roku. Choć ze słabeuszami, to jednak wyszło z kryzysu. Wraz z zatrudnieniem tak dobrego i szybkiego napastnika może myśleć nawet o powtórzeniu sukcesu sprzed roku - 5 miejsce i walka w Pucharze UEFA. Teraz traci do tej lokaty 8 punktów. Może trochę szkoda, że na dzień dobry musi grać już w styczniu z Ajaksem i Feyenoordem. W sumie z czterech pierwszych meczów 3 gra na wyjeździe.

Tyle Bożydar Iwanow. Moim zdaniem, Andrzej wybrał właściwą drogę. Zresztą rozmawiałem ostatnio z Markiem Koźmińskim, byłym reprezentantem Polski, który ponad 10 lat spędził w lidze włoskiej. Prezes Górnika Zabrze mówi krótko: Jak jest oferta z Zachodu trzeba jechać! Zgadzam się. Prawda jest taka, że ze średniego klubu holenderskiego znacznie łatwiej wybić się i wypromować do jeszcze większego klubu, niż z najlepszej polskiej ekipy. Już teraz Was zapewniam, że mecze Andrzeja Niedzielana będziemy pokazywać na żywo w Polsacie Sport. Właśnie układamy „ramówkę” na styczeń. Będzie co oglądać! Zapraszam.

Paweł Wójcik, Polsat Sport


PODSUMOWANE 2003 ROKU
[26.12.2003]

Miniony albo kończący się rok czyli 2003, był nijaki. Wiało nudą – nie oszukujmy się! Wiało nudą! Rzecz jasna w kraju. Były iskierki, były przebłyski ale reszta nijaka. Smutno się pisze taki felieton, zwłaszcza po Gali tygodnika „Piłka Nożna”, który od 12. lat nagradza najlepszych w kraju. Boże aż strach pomyśleć, że za rok będzie 13. plebiscyt! Oby nie pechowy. Byłem jak wiecie w warszawskim hotelu Mariott w czasie kiedy Mateusz Borek i goście piłkarskiej biesiady nagradzali najlepszych. Atmosfera jak co rok, była podniosła, sympatyczna, ale gdzieś pod sufitem dało się odczuć niedosyt. No bo gdyby nie przegrany mecz z Łotwą w Warszawie, no bo gdyby Młodzieżówka nie dała ciała we Wronkach... Ten stary 2003 byłby zupełnie inny. A tak? Cóż? Żyliśmy meczami Wisły Kraków z Lazio, ale trwało to bardzo krótko. Na szczęście jesienią do gry włączył się Groclin i zwłaszcza po efektownym remisie z City w Manchesterze, można było unieść głowę wyżej niż za zwyczaj. Dlatego miano drużyny roku słusznie powędrowało do Grodziska Wielkopolskiego. Swoją drogą, czy wiecie że niektórzy dziennikarze w Warszawie nie odróżniają Grodziska Wielkopolskiego od Mazowieckiego?!? Są tacy! Obcokrajowcem Roku wybrali dziennikarze tego zasłużonego tygodnika Duszana Radolskiego. Tu był polemizował, bo ta kategoria raczej zarezerwowana jest dla zawodnika. Słowacki trener powinien był wygrać klasyfikacje na trenera roku a tu przyznano wyróżnienie (tylko) Jackowi Zielińskiemu z Górnika Łęczna. Werdykt ten (nie chodzi o szkoleniowca a o tylko wyróżnienie) wzbudził po oficjalniej części Gali najwięcej dyskusji i kontrowersji. Objawienie roku OK. Działacz roku OK. Pozostaje więc kwestia piłkarza roku. Został nim gracz 2. Bundesligi Jacek Krzynówek. I tu kolejna wątpliwość. Jak to gracz drugiej ligi piłkarzem roku? Tak kochani to jest możliwe. Rzecz jasna szkoda, że nie Andrzej Niedzielan, ale Krzynówek był najlepszy ... bez dwóch zdań. Pokazał to w reprezentacji i pokazał to (tylko i niestety) w 2. Bundeslidze. Ale zaklepany już kontrakt z Bayerem Leverkusen też świadczy o słuszności tego wyboru. W przypadku Krzynówka jestem pewien, że nie będzie powtórki z rozrywki tak jak to miało miejsce w przypadku Radosława Kałużnego. Swoją drogą szkoda chłopa! I jeszcze jedna ważna rzecz. Wielu naszych trenerów, także selekcjonerów, powtarzało ż Bundesliga jest przereklamowana, że jest u nas popularna bo grają Polacy a Niemcy przebijają nas oprawą czyli stadionami i pełnymi trybunami. „Polska liga jej nie ustępuje” – mówił nawet Jerzy Engel. Oj Panowie, chyba czas zweryfikować poglądy! Skoro gracz drugiej ligi niemieckiej jest polskim piłkarzem roku, to świadczy to jednoznacznie, że jesteście (byliście) w błędzie! I to jakim! Daleko nam do Europy. Nie tylko politycznie ale i sportowo. No więc: Pomyślności i radości. Sukcesów i efektownych zwycięstw. Oby prezes Drzymała i jego ekipa zaprzeczyli temu co napisałem w Wigilię Wigilii AD 2003. Szczerze sobie tego i Wam życzę. Rok 2004 przed nami!

Paweł Wójcik – Polsat Sport


KOREA - JAPONIA 2002, CZYLI PRZYGODA ŻYCIA - cz.2
[23.12.2003]

Do Seulu tym razem przez Frankfurt lecieliśmy ponad 10 godzin. W samolocie było wesoło, bo spotkałem znajomych DJ’ów z Wrocławia, którzy właśnie udawali się na roczne kontrakty do japońskich klubów. Do tego dało się już czuć atmosferę wielkiego sportowego święta. Kilka rzędów dalej siedzieli Kim Milton Nielsen i Anders Frisk – najlepsi sędziowie świata. Byli bardzo sympatyczni ale o swojej profesji nie chcieli zbyt długo rozmawiać. Poszli szybko spać. My poszliśmy do stewardesy. Ta była bardzo konkretna i dość szybko po przetestowaniu prawie wszystkiego co można było wlać do plastikowego kieliszka, zasnęliśmy i my. Zapomniałem wcześniej dodać o jednym wielkim minusie wyprawy do Azji wschodniej. JEDZENIE!!! Normalnie nie do przejścia! Azjatyckie restauracje w Polsce czy w Europie to zupełnie inna historia. Ja też myślałem, że lubię chińszczyznę! Pierwsze dania serwuje się już w samolocie. Najgorsza jest „kimczi” czyli kapusta ale do prawdy nie mam pojęcia czym ją się zaprawia. Mniejsza o żarcie, jednak gdyby nie amerykańskie wszechobecne hamburgery mógłbym stracić znacznie więcej kilogramów niż straciłem. Piwo było podobne w smaku do naszego tylko lżejsze. Napojem narodowym jest tam „sodżu” delikatna i nisko procentowa bardzo przejrzysta „woda”. Ale do rzeczy! Najważniejsze były Mistrzostwa. Jeszcze tylko kongres FIFA, wywiad z Michelem Platinim i już pierwszy mecz: Francja – Senegal. Komentowali go Mateusz Borek i Roman Kołtoń dlatego razem z Bożydarem Iwanowem mogliśmy spokojnie oglądać porażkę aktualnych jeszcze wówczas Mistrzów Świata. Większość turnieju przesiedziałem w Seulu w ogromnym Centrum Prasowym w którym były studia wszystkich stacji telewizyjnych relacjonujących World Cup. W sumie skomentowałem aż 23 mecze z czego niestety większość z tak zwanej dziupli. Ogromne koszty sprawiły, że podobnie postępowali inni dziennikarze z krajów naszego regionu. Korea jest droga ale Japonia ... cholernie droga. Tam sto dolarów starczy na taxi, śniadanie i obiad. Dlatego cieszyliśmy się że jesteśmy na półwyspie koreańskim. O meczach Polaków pisał nie będę bo nie ma sensu. Opisał naszą ekipę „RoKo” w książce „Prawda o Korei”. Przyznam tylko że było nam przykro, bardzo przykro. Całe szczęście że był mecz z Amerykanami – to nam poprawiło wyraźnie humory. Miałem to wielkie szczęście że na miejscu poznałem wielu byłych świetnych piłkarzy i trenerów. Prawie zaprzyjaźniliśmy się z Carlosem Bilardo i Cezarem Menottim. Obaj w przeszłości zdobywali tytułu MŚ z reprezentacją Argentyny.
Atmosfera MŚ była niesamowita! Koreańczycy zwariowali na punkcie piłki nożnej. Już na miejscu stałem się fanem zespołu „The-amingo”. Do końca życia nie zapomnę meczów które relacjonowałem: Urugway – Senegal (dwie bramki dla Senegalu po błędach arbitrów), Korea – Niemcy (płacz koreańczyków po pierwszej porażce) i meczu o 3. miejsce Korea – Turcja (wielka radość po spotkaniu bo oba narody bardzo się przyjaźnią). 6 tygodni poza domem, czas ogromnej pracy ale nie brakowało też czasu na zabawę (zwłaszcza w końcowej fazie turnieju, kiedy to meczów było już znacznie mniej). W Seulu stacjonuje sporo amerykańskiego wojska i amerykańskich lokali nie brakuje. Podczas pobytu w Azji bardzo pomagali mi rodzice i żona. Dzwoniłem do nich przy każdej nadarzającej się okazji.
Wielka sportowa impreza, wielkie życiowe doświadczenie. Ogromny stres a czasami nawet gorączka. W połowie turnieju zachorowałem, jednak mimo poważnego defektu gardła, siadałem przed mikrofonem. Sporo pomogło mi przygotowanie do zawodu wyniesione z radia. Pomogli mi także fachowcy z którymi rozmawiałem przed wylotem z Warszawy. Myślę że nie było źle bo cały czas jeszcze komentuje mecze i już myślimy o Mistrzostwach w Niemczech. Na pewno będzie lżej no i bliżej.

Paweł Wójcik, Polsat Sport


KOREA - JAPONIA 2002, CZYLI PRZYGODA ŻYCIA - cz.1
[22.12.2003]

Kto by się tego spodziewał? Ja? Na pewno nie! Nawet w najpiękniejszych snach, nie spodziewałem się 2 lata przed azjatyckim Mundialem, że będę oglądał największe święto futbolu na żywo, z trybun, czasami nawet z murawy. Kiedy na początku roku 2001 mój szef – Marian Kmita, stwierdził że widzi mnie w kadrze Polsatu na MŚ, wziąłem to raczej za dobrą ocenę mojej pracy i motywacje do jeszcze większego wysiłku. Tym czasem World Cup był co raz bliżej a dyrektor do spraw sportu w TV Polsat, podtrzymywał swoją deklarację. Ostatecznie na pół roku przed meczem w Seulu Francja – Senegal pomyślałem: Kurcze to prawda ja tam jadę! Jeszcze w styczniu, do Polski przyleciał Puchar Świata. Byłem jednym z niewielu, którzy w specjalnym studio trzymali go w rękach.
Do Korei pojechałem szybciej niż się tego spodziewałem. W połowie lutego okazało się, że jest wolne miejsce w ekipie dokumentującej stadiony i miasta w których rozgrywane będą mecze. Miałem 3 dni do namysłu, ale mózgu zbytnio zmuszać do pracy nie trzeba było. Przez Amsterdam i Hong Kong dolecieliśmy do stolicy Korei Południowej. Przez trzy tygodnie zjeździliśmy oba kraje – współorganizujące mistrzostwa. Roboty było sporo ale bez przesady! Najgorsze były codzienne przejazdy. Autobus, pociąg i samolot na porządku dziennym. Tamtejsza wygoda i luksus była dla nas całkowitym zaskoczeniem. Do tego wszechobecna gościnność i życzliwość. Koreańczyków kojarzyłem do tej pory z Tico czy Lanosem. Na moje szczęście takich samochodów tam nie widziałem. Wszystkie „bryki” maksymalnie podobne do samochodów amerykańskich. Nie ma co, działają konkretnie. To my mamy ich za „żółtków” a oni potraktowali nas jak prawdziwych „Bambo” wciskając nam to co u nich już dawno nie schodzi. Swoją drogą, który z ministrów wybrał taką właśnie ofertę dla warszawskiego Żarania?
Pierwsze co zrobiło na nas powalające wrażenie to stadiony, Nie ma takich jeszcze w Europie (polskich stadionów nawet nie wypada wymieniać, myśleć czy wspominać). Pamiętam że przez cały pobyt w Azji nadawałem tzw. korespondencje do magazynu sportowego w 1 programie Polskiego Radia. Jeden z dziennikarzy (mój patron i przyjaciel) Andrzej Janisz po każdej rozmowie pytał czy aby nie zmyślam. Kiedy sam dotarł do Seulu zrozumiał jak daleko w Polsce jesteśmy za Murzynami. Zresztą ponoć w Afryce już są takie obiekty że dech zapiera. Nie ma się co dziwić wszak FIFA chce urządzić MŚ 2010 właśnie na Czarnym Lądzie. Ale wracamy do mojej wyprawy. Największą furorę robiło w naszej ekipie stwierdzenie: pełen wypas ta Korea. A w Japonii było jeszcze lepiej! Tylko z ludźmi trochę inaczej. Koreańczycy byli bardziej mili a wieczorem ... bawili się jeszcze bardziej odjazdowo niż Polacy. I najważniejsze. Tak naprawdę porozmawiać w europejskim języku w tamtym rejonie świata to wielka rzecz. Językiem obcym w Korei jest Chiński albo Japoński i odwrotnie. Dlatego póki co jeśli ktoś z was tam pojedzie to po za hotelem, może „swobodnie dogadywać się z miejscowymi” po polsku rzecz jasna z odpowiednim użyciem rąk, map, przewodników itd.
Po powrocie do Warszawy, rozpoczęły się przygotowania do konkretnego wyjazdu na Mistrzostwa. Dziesiątki rozmów z naszymi fachowcami. Redaktor Tomasz Wołek wykładał mi filozofię futbolu w Kolumbii, Ekwadorze i innych krajach Ameryki Południowej. Sylwester Czereszewski wspominał o swojej grze w lidze chińskiej. Koreańscy studenci warszawskich uczelni, uczyli mnie poprawnego wymawiania nazwisk nie tylko swoich rodaków ale też Japończyków i Chińczyków. I tak przez 3 miesiące. Do tego pełna prasówka i każdego dnia obowiązkowo buszowanie po internecie. Kiedy pakowałem swoje rzeczy samych notatek było prawie tyle co wpisów do encyklopedii PWN. Szykowała się niezła jazda.

CDN

Paweł Wójcik, Polsat Sport.


PATRZYMY Z ZAZDROŚCIĄ
[13.12.2003]

Ostatnio miałem przyjemność komentować mecz Ligi Mistrzów Sparta Praga – Lazio Rzym. Marek Kincl w 90 minucie sprawił, że Czesi zwariowali. Sparta wygrała 1 – 0 i awansowała eliminując słynne Lazio. Przy okazji takiego meczu wiele osób zastanawia się dlaczego nasi południowi sąsiedzi mogą mieć zespól w elicie a my nie! Kochani odpowiedź jest tak banalna i prosta, że szkoda gadać. Czesi są po prosu mądrzejsi! Przykro to mówić ale taka jest prawda (historia to potwierdza). Śmiejemy się ze Szwejka i knedlików a sami nie potrafimy zaproponować nic innego. Praga ma piękną Starówkę, której Warszawa tylko może pozazdrościć, Czechy przyciągnęły lepszych – bogatszych, inwestorów niż Polska itd., itp. W Czechach mieszka cztery razy mniej ludzi niż u nas. A wyniki? Nedved, Żelezny, Navratilova o takich zawodnikach możemy tylko pomarzyć! Skauting sportowy jest na dużo wyższym poziomie niż nad Wisłą. Szkoda pisać skoro gwiazdy Groclinu Grodzisk nie mieściły się w składzie klubu z „Letnej”. Piłkarsko przebijają nas nawet Koreańczycy i Chińczycy! Byłem widziałem! Jak to jest. Ostatnio rozmawiałem z Dariuszem Wdowczykiem, któremu opowiedziałem taką oto historię. Chodziłem do klasy w Technikum Budowlanym z super zapaśnikiem. W pierwszej klasie był materiałem na mistrza. Później zaczął dostawać kasę, a to są fajne ciuchy, koledzy, imprezy, gorzałka, no i sport spada na dalszy plan. Jak byłem w trzeciej klasie on był już w budowlanej zawodówce. Matury nie zrobił i kariery na macie także. Oj Wojtek strasznie żałuje tego co straciłeś!!!
Ale u nas tak niestety jest. Z reguły Polak to cwaniak. Najpierw kasa a później ... zobaczymy. Z piłkarzami jest bardzo podobnie. Są wyjątki ale to potwierdza regułę.
Komentuje mecze Sparty już 3 lata. W tym czasie kolejni gracze robią kariery w Anglii, Francji i Niemczech nie wspominając o Juventusie. Klub ze stolicy Czech ma podobnego sponsora do Wisły Kraków. Płaci za zwycięstwa wielkie pieniądze. Ale za ZWYCIĘSTWA! Sparta potrafi wyszukać, oszlifować i sprzedać z zyskiem. Tomas Rosicki z Borussi Dortmund to przykład książkowy (uwielbiam komentować mecze tej drużyny). Zapraszam w niedzielę 14 grudnia na Borissia M’Gladbach – Borussia Dortmund w Polsacie Sport.
Szkoda że tak jest ale mamy już taką naturę. Nie mamy bazy nie mamy trenerów. Zobaczcie jaką karierę robią Czescy szkoleniowcy w Polsce. Cztery godziny po meczu Groclin – Man City, na specjalnym bankiecie, prezes Drzymała wyjął kluczyki do nowego Forda Mondeo i oddał je Duszanowi Radolskiemu: To za ten sukces! – stwierdził wielkopolski biznesmen! Tam zagrało oby Groclin był zwiastunem nowego w naszej piłce, naszym sporcie, naszym życiu. Jak Drzymała ogłosił, że w 2003 roku zarobił z klubem 8 milionów PLN to szczęka mi opadła. Przecież do tej pory każdy prezes katował nas informacjami, że jest źle, że tylko długi itd. Nawet nie wiecie jak mocno trzymam kciuki za potomka tego słynnego Drzymały od wozu! Panie Zbyszku! Niech Pan powie innym jak się robi futbol!!! I się zarabia. Takie tuzy jak Legia czy Wisła mogą się uczyć.
Oby tylko nasze państwo pozwoliło prezesowi z Grodziska działać i pracować w kraju i nie musiał „emigrować” na Ukrainę. Mam nadzieję, że Sparta Praga utrze nosa AC Milan tak jak wcześniej Lazio. A my ponownie będziemy patrzeć z zazdrością. Oj szkoda.

Pozdrowienia, Paweł Wójcik – paco@polsat.com.pl


POMYŚLNE LOSOWANIE ELIMINACJI !?
[10.12.2003]

Nie ma co! W piątkowy wieczór po losowaniu grup do eliminacji piłkarskich Mistrzostw Świata 2006, z radości pękło kilka puszek piwa. Z radości bo rywale wprost wymarzeni! Co prawda wypada teraz za każdym razem podkreślać że: wszyscy w Europie są mocni, nie ma już kelnerów itd. itp. Ale kochani! Zobaczcie na inne grupy. Na przykład druga z Turcją, Danią, Grecją i Ukrainą. Albo piąta: Włochy, Słowenia, Szkocja, Norwegia i Białoruś! Z tego towarzystwa na pewno byśmy się nie wykaraskali. W naszej grupie pewniacy to reprezentanci Anglii. Z taką tezą nie wypada nawet polemizować, remisy z ekipą Davida Beckhama to już będzie spore osiągnięcie. A co będzie przed meczami? Kolejne spotkania tym razem już nazywane najważniejszymi meczami XXI wieku! Oj się będzie działo. Do Anglików Włoch Colina i najszybszy kierowca Formuły 1 Michael Schumacher, dołożyli nam w prezencie Austrie, Walie, Irlandie Północną i Azerbejdżan. Pierwsze komentarze przestrzegają nas przed trzema zespołami z Wysp Brytyjskich. Ale na Boga! O ile przed Anglią trzeba mieć respekt to Walia jest do ogrania, Irlandia Północna tym bardziej. Austria w tej chwili nie ma klasowych piłkarzy, kluby w europejskich pucharach się praktycznie nie liczą, więc Polacy powinni kończyć spotkania ze spadkobiercami Mozarta inkasując 6 punktów. Nie wyobrażam sobie innego zakończenia meczów z Azerami. Jedyna nie ustalona kwestia to ilość strzelonych im bramek. Czyli co? Walka o pierwsze miejsce z Synami Albionu i nie może być inaczej niż co najmniej druga pozycja. Trener Paweł Janas nie może popełnić błędów Jerzego Engela. Przede wszystkim kadra to nie towarzystwo do pitki i piłki ale zaszczyt! Mają grać najlepsi w danej chwili. Żadnego balangowania w Pałacu Kawalerów czy eskapad po stołecznych klubach. Żadnej nie pisanej „sztamy futbolistów”. Na to jako kibic i dziennikarz z góry się nie zgadzam. Nasi piłkarze mają charakter tylko trzeba ich trzymać mocno w garści. Najlepszy przykład to reprezentacja Irlandii, która na Mundialu w Japonii pozbyła się gwiazdora Roya Keana. Ale też i sam selekcjoner – myśliwy, musi cały czas jeździć albo siedzieć przed telewizorem i oglądać wszystkie mecze z udziałem najlepszych naszych piłkarzy. Nie wyobrażam sobie aby nie pomagał Janasowi w tej żmudnej pracy Edward Kleindinst – moim zdaniem największy fachowiec w tej dziedzinie. Miałem 3 lata jak ograliśmy w eliminacjach do niemieckiego turnieju finałowego, Anglików i Walijczyków. Tamte mecze znam tylko z powtórek. Miałem 30 lat jak ogrywaliśmy Ukraińców i Norwegów w eliminacjach do azjatyckiego Mundialu. Trzeba zrobić wszystko aby te dwa wydarzenia połączyć w jedno (może zatrudnić fachowców od szamponów, którzy perfekcyjnie łączą dwa w jednym – ha ha ha). Cel jest jasno określony. Niemcy 2006!!! Ja tam chcę jechać i pewnie wielu z was także. Z Żar do Berlina. Lipska, Gelsenkirchen czy Monachium wcale nie daleko. Może ekipa Polsatu w drodze na Mistrzostwa będzie miała ostatnią polską bazę właśnie w Żarach? Właśnie tu często zatrzymujemy się z moimi kolegami w gościnnym domu rodziców. Jeżeli tak się stanie to oświadczam publicznie: wynajmujemy fajny klub i ZAPRASZAM na super balangę! Listę gości ustalimy z Tomkiem, który prowadzi tę stronę i robi to znakomicie! To co? Do zobaczenia w maju 2006 w Żarach w drodze na Mistrzostwa Świata!

Paweł Wójcik – Polsat Sport.


DLA KOGO 3 LIGA ?
[06.12.2003]

Mam wrażenie, że trzecia liga jest najbardziej niewdzięczną klasą rozgrywkową w naszym kraju. Niestety, polityka kadrowa i sportowa przytłaczającej większości klubów, zdaje się to potwierdzać. Trzecio- ligowcy najczęściej stają się pośrednikami w sprzedawaniu piłkarzy do 1. czy 2. ligi. A wielka szkoda, bo ostatnio pojawiły się w Polsce drużyny, z małych miast które przyjmują inne standardy sportowej egzystencji. Przykłady Wronek czy Grodziska Wlkp są aż nadto ograne. Jest inna siła – Kielce. Grupa futbolowych fascynatów zainwestowała w tamtejszą Koronę stawiając na pełen profesjonalizm. Pierwszym konkretnym ruchem było ściągnięcie Dariusza Wdowczyka, który rok wcześniej wywalczył Mistrzostwo Polski z warszawską Polonią. „Wdowiec” uchodzi za jednego z najzdolniejszych trenerów młodego pokolenia. Pamiętam jak po Mundialu w Korei i Japonii żartowaliśmy: Darek bierz się za kadrę! Minęły 4 miesiące i były świetny obrońca, był w gronie kandydatów na selekcjonera! Pracował już jednak w trzeciej lidze i to mu na razie pasuje. Dlaczego o tym pisze? Odpowiedź jest banalna. W krainie scyzoryków chcą mieć ekstraklasę! Jest sponsor, poważny inwestor, który nie tylko wykłada pieniądze ale daje także gwarancje. Korona nie sprzedaje, tylko skupuje piłkarzy którzy pod okiem trenera Wdowczyka, biją się o awans do drugiej ligi. Na wiosnę ma ruszyć tam budowa najnowocześniejszego stadionu w naszym kraju. Jego projekt robi spore wrażenie a koszt - 25 milionów złotych, jeszcze większe. Szkoda że to wyjątek. Gdyby Promień miał takiego sponsora jak firma Kolporter? Na razie to jednak marzenia. Andrzej Strejlau, z którym rozmawiałem ostatnio o Żarach, wypalił od razu: „A Promień byłem tam jak szukaliśmy bramkarza do Zagłębia Lubin”. Były selekcjoner reprezentacji Polski, mówi że kluby trzecioligowe to naturalne zaplecze dla zespołów z elity. Dodaje jednak, że byłoby bardzo wskazane, gdyby takie przypadki jak Amica czy Groclin, Łęczna powtarzały się co 2 – 3 lata. Na razie jednak poza Kielcami większych szans na to nie ma. Trzecia liga! Prawdę mówiąc to już tylko mały kroczek do „wielkiej polskiej piłki”. Już teraz przecież razem z Promieniem grają takie tuzy jak Śląsk Wrocław czy Zagłębie Sosnowiec (swoją drogą to jakieś kuriozum). Po co więc z góry rezygnować z drogi, którą wytycza bój o Mistrzostwo Polski. W mojej redakcji pracuje sporo ludzi spoza Warszawy. Kiedy po weekendzie spotykamy się w naszym biurze, rozpoczyna się dyskusja o Bundeslidze, później o Liverpoolu . Manchesterze i Arsenalu, do tego jeszcze Real Madryt Juventus i Inter Mediolan a na koniec polska trzecia liga!!! Oj gdyby tylko prezesi tych klubów wiedzieli, jakim zainteresowaniem cieszą się ich klubu. Oj gdyby tylko wiedzieli ....

Pozdrowienia Paweł Wójcik, Polsat Sport


JAK WYGLĄDA SPONSOROWANIE SPORTU W TV - cz.2
[30.11.2003]

W programach informacyjnych Telewizja publiczna co raz częściej pokazuje w swoich skróty z wydarzeń, opatrzone znaczkami innych stacji. TVP traci od kilku sezonów prawa do pokazywania najważniejszych wydarzeń sportowych, przykłady to: piłkarskie mistrzostwa świata, Liga Mistrzów a nawet mecze reprezentacji, które wróciły do TVP tylko dzięki uregulowaniom prawnym. Stacja publiczna ma jeszcze zagwarantowane relacje z Igrzysk Olimpijskich ale kto wie czy po roku 2008-mym ich nie straci.
Wojny pomiędzy stacjami o prawa nie ma. Rynek jest już od 2-ch 3-ch lat jasno określony. Oczywiście w przypadku spektakularnych zwycięstw każdy chce je mieć na swojej antenie. Przykładem może być ostatni Puchar Świata w siatkówce kobiet, relacjonowany przez Polsat. O tym że Polsat pokazał ten turniej zdecydowały międzynarodowe kontakty na które pracuje się latami wśród agencji handlujących telewizyjnym towarem. Do tego dochodzi zakup całego pakietu a nie tylko pojedynczych zawodów. Sprzedający zawsze zwracają uwagę na prestiż stacji oraz wywiązywanie się ze wcześniejszych kontraktów.
Konkurowanie o lepszy produkt, przypomina czasami zakupy kota w worku. Tak było między innymi z azjatyckim Mundialem, do którego prawa nabył Polsat. Kiedy okazało się że w Korei i Japonii zagrają Polacy, na Woronicza musiała znaleźć się odpowiednia gotówka aby wykupić mecze drużyny Jerzego Engela.
Z reguły o nabyciu praw decydują pieniądze, ale nie do końca. Swego czasu PZPN oddał pośrednikom prawa do pokazywania meczów reprezentacji w eliminacjach do Euro 2000 i Mistrzostw Świata 2002. Tu akurat przetargu, licytacji nie było a ów pośrednik oddał prawa w tajemniczy sposób telewizji publicznej.
W tej chwili trwa wyścig o prawa do pokazywania żużlowej ekstraligi. Są 3 oferty znacznie się od siebie różniące. Jedna ze stacji daje ponoć bezpośrednio gotówkę, inna 40-to minutową retransmisje my natomiast relacje na żywo w jednej z naszych otwartych telewizji. To taki przykład dla zobrazowania telewizyjnej konkurencji.
W przypadku Polsatu Sport, nabywanie praw do polskiego sportu sprawdza się bardzo dobrze. Według ostatnich badań, nasz kanał wyprzedził jeśli chodzi o oglądalność: DSF, Canal plus Niebieski ale pozostajemy za liderem jakim jest Eurosport. Jak długo taki układ będzie trwał? Wszystko zależy od koniunktury gospodarczej, bo ta na sport raczej nie zmaleje. W tej chwili polski sport można pokazywać bez opłat licencyjnych. Staramy się to wykorzystać i nie jest to chwilowe zafascynowanie a przemyślana polityka wielosezonowa.

Przy tym temacie można omówić także międzynarodowe regulacje dotyczące praw telewizyjnych w telewizjach ogólnodostępnych – i tu trzeba zachować rozgraniczenie między ogólnodostępną a publiczną. Generalnie takie regulacje nie istnieją poza EBU czyli Europejską Unią Nadawców, skupiających stacje publiczne. Zrzeszenie to ma jeszcze w wyłączności prawa do Igrzysk o czym już mówiłem.
Rzeczywiście wolny rynek decyduje o wszystkim. Są jednak drobne subtelności i wymogi. Meczów danej reprezentacji z finałów Mistrzostw Świata nie można zamknąć w programie kodowanym, UEFA żąda aby pokazywać w kanale otwartym przynajmniej jeden mecz z kolejki i magazyn poświęcony tym rozgrywkom. Wszystko to związane jest rzecz jasna z głównym sponsorem turnieju ale też wewnętrznymi przepisami tych którzy te prawa sprzedają.

Na koniec kwestia która wzbudza najwięcej emocji: Kodowanie zawodów sportowych oraz zyski jakie z tego faktu wynikają.

Zamykanie atrakcyjnego towaru w dekoderze czy płatnym kanale to nic nowego. Już wcześniej wpadli na ten pomysł producenci filmowi. Kodowanie najciekawszych imprez jest więc powieleniem tej idei. W generalnym rozrachunku kibic i tak wychodzi na swoje. Gdyby zsumować wydatki jakie trzeba ponieść idąc na stadion, kilka razy w miesiącu do tego z kimś z rodziny – opłata za 30 dni oglądania Polsatu Sport czy Canal plus, jest doprawdy niewielka. Strategia chyba każdej stacji jest zrozumiała.
Z pomocą wydarzenia sportowego, sprzedać dekoder albo cały kanał do telewizji kablowej. A jak to się ma do cen reklam? Mogę opowiedzieć na przykładzie mojej stacji. Koszt spotu reklamowego w Polsacie Sport wynosi w tej chwili około 500 złotych. Mówię o tak zwanym najlepszym czasie antenowym. W TV 4 taki sam spot może kosztować 5 tysięcy a w Polsacie nawet do 40-tu tysięcy złotych. Aby reklamować się w zeszłym sezonie przy Lidze Mistrzów trzeba było zapłacić za reklamę 20 tysięcy złotych. Jasno więc widać, że wpływy z reklam w kanale kodowanym to margines jeśli chodzi o dochody. Stacje główne zyski mają ze sprzedaży dekoderów i późniejszych opłat wynikających z ich eksploatacji. Wydawać by się mogło, że kanał sportowy to jasno określona grupa odbiorców i łatwiej dotrzeć do upatrzonego widza. Reklamodawcy jeszcze tego nie doceniają, o czym świadczy cały czas mała ilość reklam emitowanych na przykład w Polsacie Sport.
Paweł Wójcik.


JAK WYGLĄDA SPONSOROWANIE SPORTU W TV - cz.1
[23.11.2003]

W tej chwili, w czasach wolnego rynku, rola telewizji jest bezsprzecznie najważniejsza, jeśli chodzi o promocje sportu i jego finansowanie. Wszystko ma swój początek, kiedy powstaje sukces. To właśnie on powoduje, że tworzy się rynek na przetwarzanie znakomitych wyników. Aby wszystko zagrało musi zaistnieć kilka faktów. Są nimi: dobry sport, jego godna oprawa, na której telewizji zależy najbardziej i co chyba najważniejsze odpowiednia współpraca pomiędzy działaczami i stacją telewizyjną. Na dziś ten obraz jest nie do końca taki jaki być powinien. Z reguły wygląda to tak, że działacze – manegerowie, oni pierwsi przychodzą do telewizji oferując swój towar. Tylko obecność na szklanym ekranie zapewnia bowiem regularny dopływ gotówki a w konsekwencji utrzymanie: klubu, drużyny czy zawodnika.
Sponsorom zależy na telewizji, bo w niej najlepiej sprzedaje się widoczne logo czy nazwa. Pozostałe media – radio czy prasa są niewystarczające. To daje telewizji pozycję dominującą. To właśnie stacja rządzi później relacją, kreując jej scenariusz, zaczynając od wyjścia zawodników z tunelu czy później pierwszej syreny. Od kilku sezonów komentuję mecze żużlowe i tu mogę posłużyć się przykładem. Przed rokiem jeden z działaczy twierdził, że relacja na żywo w telewizji odbiera mu tak dużo publiczności na stadionie, że traci on na organizacji jednego meczu od 30tu do 50ciu tysięcy złotych. W marcu przed pierwszą kolejką ekstraligi, ten sam prezes zadzwonił do mnie i w 3 dni dogadaliśmy co do relacji jego drużyny w naszej stacji. Powód był bardzo prosty. Silna firma odzieżowa z Łodzi, zanim wyłożyła pieniądze na jego drużynę zażądała obecności na stadionie telewizyjnych kamer. Banery, reklamy na plakatach i w prasie do dla firmy Top Secret było za mało. Co się okazało? W ciągu kilku miesięcy radykalnie zmieniła się polityka medialna w klubie z Częstochowy bo o nim mowa, zresztą jego prezes będzie także prelegentem na tym spotkaniu. Nowe w klubie spowodowało, że na stadionie zasiadało na meczu ligowym aż 30 tysięcy widzów przy relacjach na żywo w TV. Efekt: zadowolony sponsor, zadowolona telewizja, zadowolony prezes i kibice, bo 21go września Top Secret Włókniarz Częstochowa zdobył po pięknej walce tytuł Drużynowego Mistrza Polski. To jedna droga, dla jednego klubu czy zawodnika. Ale jest też druga. Sponsoring i relacje z całej ligi. Tu kolejny przykład ligowa siatkówka.
Na antenie naszych stacji: Polsatu, Polsatu Sport i TV 4, pokazujemy Polską Ligę Siatkówki. Po pierwszym roku stałych relacji telewizyjnych, okazało się że wartość ligi wzrosła według szefów PLS 3krotnie. Dlaczego? Liga oddala nam prawa, my jej daliśmy dogodny czas antenowy, PLS skierował do współpracy z nami oddzielną osobę, my daliśmy możliwość reklamowania się sponsorom. Współpraca niemal idealna. Ale jest też i inny przykład – liga koszykówki. W połowie lat 90-tych, przy wielkim boomie na tę dyscyplinę PLK podpisała kontrakt z TVP na 3 sezony. Kontrakt przy którym telewizja publiczna dodatkowo płaciła za przekazane prawa. Jest to przykład jak rozłożono Polską Ligę Koszykówki. Nie wykreowano silnej reprezentacji, brakowało sukcesów klubowych w Europie, do Polski zaczęli trafiać podrzędni gracze ze Stanów Zjednoczonych. Kolejny wniosek, telewizja to nie wszystko bo potrzebne są kadry zarządzające, znające nowe strategie i przede wszystkim ludzie z wizją przyszłości. Koszykówka stara się wrócić do pozycji, którą utraciła po Mistrzostwach Europy w Hiszpanii. Era Basket Liga, jako jedyna polska liga jest obecna w TVP. Czy to sukces? Nie do końca. Po prostu telewizja publiczna nie ma praw do całej ligi. Nasza stacja związała się 3 lata temu ze Śląskiem Wrocław. Obecnie wszystkie mecze tej drużyny, uwaga bo to ważne: na żywo i w całości można oglądać właśnie u nas. Spotkania ligowe ale także w elitarnej Eurolidze. Taki silny związek klubu z telewizją to niemal książkowa symbioza. Bo oto dochodzi do sytuacji kuriozalnej w polskim sporcie. Idea Śląsk zajmuje w ostatnim sezonie tylko 3-cie miejsce w rozgrywkach o mistrzostwo. Władze Euroligi, nie zapraszają do swoich rozgrywek nowego mistrza Polski ale właśnie klub z Wrocławia. Dlaczego? Stabilność finansowa, która gwarantuje dobry skład, pełna hala no i telewizja. Tu muszę się pochwalić, że relacje telewizyjne z meczów Idei Śląska w Eurolidze są oceniane w Europie jako jedne z najlepszych. Jak widać znacznie łatwiej jest o ten łączony sukces klubu, sponsora i telewizji na antenie międzynarodowej, niż w kraju.


Żeby nie było tak słodko, są także sytuacje trudne do wytłumaczenia. Na przykład reprezentacja naszych siatkarek, która zdobyła w Turcji tytuł mistrza Europy. Usilne starania związku, a nawet telewizji, nie dały efektu i ten zespół z którym cały czas wiążemy nadzieje nie ma sponsora.
Podsumowując powtórzę: rola telewizji jest ogromna ale najpierw musi być sukces a dopiero później wytworzy się rynek sponsoringu.

Jeśli chodzi o konkurowanie stacji telewizyjnych w kwestii zakupu praw, nie do końca można się przy tym temacie otworzyć co jest związane z tajemnicą handlową. Temat ten ściśle łączy się z zagadnieniem rynku praw telewizyjnych w Polsce dlatego połączyłem te dwa wątki. Każda duża telewizja w naszym kraju ma w swojej ofercie programy sportowe. Canal plus na nowo stara się odbudować siłę ligowej piłki. Zresztą bez pieniędzy tej stacji liga by zapewne w szybkim czasie zbankrutowała. W swojej ofercie ma także rozgrywki w Anglii, Hiszpanii, Francji i we Włoszech. Polsat Sport to rodzima siatkówka, żużel, piłka ręczna i hokej a do tego dużo piłki europejskiej, NHL i kilka innych dyscyplin. TVN obiera drogę Polsatu sprzed 7miu lat i inwestuje w boks. TVP to piłkarska reprezentacja Polski, Adam Małysz i ligowa koszykówka. Już na pierwszy rzut oka widać, że paradoksalnie ciężar promocji polskiego sportu spoczywa na barkach stacji komercyjnych. Wiele osób i słusznie ma pretensje do telewizji publicznej, że ta absolutnie nie spełnia swojej misji. Pokazywanie piłkarzy Pawła Janasa i skoków Małysza to po prostu biznes i czysta kalkulacja zysków z reklam wykupionych przy zawodach z udziałem wymienionych. TVP ma do dyspozycji aż 4 anteny ale telewizji prezesa Kwiatkowskiego nie ma jednolitej polityki w pokazywaniu sportu.

cdn.


Z GÓRNOŚLĄSKIEJ NA WORONICZA - Z MYŚLĄ O MAMIE I TACIE
[13.11.2003]

Jako uczeń popularnej „Piątki” a później „Budowlanki”, nigdy nie byłem w gronie, tych którzy kończą rok szkolny z biało-czerwonym paskiem na świadectwie. Więcej! Swego czasu jedna z nauczycielek przedmiotu ścisłego, potraktowała mnie „pałą” na półrocze tylko dlatego, że wyprowadzenia jakiegoś debilnego wzoru nauczyłem się na pamięć. „Co z tego że umiesz, jak nie rozumiesz!” – oznajmiła kobieta z dziennikiem pod pachą. „Ale wyprowadziłem wzór a to chyba wystarczy na trójkę” – ratowałem bezskutecznie swoją średnią. Już nawet kiedy dostałem się na studia we Wrocławiu, nie brakowało życzliwych, którzy mojemu ojcu powtarzali: To tylko na pół roku! Jak dumny był mój tata, kiedy Ci wszyscy „przyjaciele” oglądali po 4 latach moje materiały reporterskie w wiadomościach sportowych TVP 1. Do tej pory widzę w myślach miny tych wszystkich malkontentów i wizjonerów mojej przyszłości. A rodzice cały czas są dumni, że zdołałem wyrwać się z żarskiego – jakby nie było zaścianka. Wspólnie oglądają każdy mój mecz, a po wszystkim opowiadają im co było dobre z co trzeba poprawić. Ojciec Roman zawsze był kibicem, mama Ewa – piszczała w niebogłosy kiedy Boniek aplikował Belgom 3 bramki w Barcelonie na Mundialu w 1982. Gdyby nie oni, ich wyrozumiałoś i życzliwość, nigdy nie byłbym tam gdzie jestem teraz. A dzięki swojej pracy byłem świadkiem najważniejszych imprez sportowych i zwiedziłem już pół świata. Od Atlantic City, gdzie Gołota bił w spodenki Bowa, przez najpiękniejsze miejsca w Europie, po Hong Kong, Seul i Tokio. Oj przyjaciele! „Boże strzeż mnie od przyjaciół bo z wrogami poradzę sobie sam!” Jakie to prawdziwe, jakie to polskie. Pisze wam o tym bo najważniejsze w życiu to mieć jasno określony cel. Pamiętam jak w blokach na Męczenników Oświęcimskich oglądaliśmy z kolegami mecze polskich piłkarzy. „Kaziu”, „Lupi” i ja – wszyscy ubrani w białe koszulki i czerwone spodenki. Pamiętam jak malowaliśmy plakatówkami pierwsze flagi Promienia, przed meczami w Pucharze Polski z Zieloną Górą i Iłową. Piłkę kochałem od zawsze, nieco później także żużel. Do tej pory to dwie dyscypliny, które komentuje z pasją, pełnym oddaniem i całkowitym zaangażowaniem. Do telewizji trafiłem z Radia. Najpierw była ESKA Wrocław a później ESKA Warszawa. W obu tych stacjach byłem szefem redakcji sportowej. Mój przyjaciel i późniejszy szef – Marian Kmita pracował już jako dyrektor najpierw na Woronicza a potem w Polsacie. Znaliśmy się jeszcze ze stolicy Dolnego Śląska i dlatego dał mi szanse. W TVP nie było jednak możliwości przebicia się i zrobienia czegoś większego, stołki były zajęte. W Polsacie inaczej. 11 sierpnia 2000 roku zadzwonił telefon. Mój szef powiedział: za dwa dni komentujesz mecz Bundesligi. Wchodzisz w to? No pewnie! (chociaż do tej pory mecze komentowałem tylko w radiu i były to tak naprawdę krótkie reporterskie wejścia na antenę). Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. Bundesliga, Liga Mistrzów, koszykówka i żużel – tymi dyscyplinami zajmuję się do dziś. Przez kilka lat poznałem wielu wspaniałych sportowców i trenerów, którzy są moimi dobrymi kolegami. Są to nazwiska topowe a wymieniać ich nie ma po prostu czasu. Ale jest to miłe, kiedy po treningu kadry podchodzi Jurek Dudek i mówi :” Słyszałem jak komentowałeś z Darkiem (brat Jerzego, piłkarz Legii) mecz Manchesteru United z Glasgow Rangers. Świetnie!”. Pod koniec 2001 roku, znana była już nasza kadra na „telewizyjne Mistrzostwa Świata” w Korei i Japonii. Mateusz Borek, Bożydar Iwanow, Roman Kołtoń i ... ja! O rany! O takim wyróżnieniu jeszcze 2 lata wcześniej nie mogłem nawet pomarzyć! Pierwszy telefon wykonałem do rodziców do Żar. Kolejny raz byli dumni. A potem? Potem od rana słuchali każdej relacji i tak jak wcześniej podpowiadali. Niestety, praca w telewizji ma to do siebie, że zajęć jest bardzo dużo, zwłaszcza w weekendy. To powoduje, że brakuje czasu na wizyty w rodzinnych stronach. Sobota – Niedziela, kolejna seria Bundesligi albo latem kolejny wyjazd na ligowy żużel. Wiem jednak, że robię to o czym zawsze marzyłem a co dla uczniaka z „5” było nieosiągalne! Pamiętam, że kiedyś miałem magnetofon ZK- 140. Przystawiałem sobie do ust mikrofon i udawałem Ciszewskiego. W podstawówce (byłem w klasie sportowej i trenowaliśmy piłkę ręczną) była pierwsza zabawa w teatrzyki szkolne i zawsze sporo muzyki. To poszerza horyzonty i to zaprocentowało później. Innej drogi nie ma! Oczywiście można skorzystać ze znajomości i układów aby dostać fajną pracę. Tak jest zwłaszcza w telewizji publicznej. Tu też nazwisk wymieniać nie trzeba, bo to widać. W komercyjnej już nie. Jak Ci nie idzie to nikt nie zostawi Cię przy mikrofonie. Ciekawa rzecz! Tam gdzie pracuje jest bardzo mało rodowitych warszawiaków. Komentatorzy Polsatu pochodzą z Katowic, Bolesławca, Dębicy no i ja z Żar. Wszyscy kochają swoją pracę, wszyscy musieli podjąć kiedyś bardzo ważną decyzję. Zostawić rodzinny dom i wyjechać w nieznane. Do takich decyzji trzeba się przygotować, nie są one łatwe. Na pewno jest wielu takich którym się nie udało. Mi tak. Ale pomogli mi w tym najbardziej rodzice i na zawsze będę o tym pamiętał.

Pozdrowienia ze stolicy, Paweł Wójcik – Polsat Sport.


PSV Eindhoven dobre dla Niedzielana
[07.11.2003]

Andrzej Niedzielan nie kryje, że jego sportowym marzeniem jest gra w dobrym klubie, rywalizującym w silnej lidze. Zespół który 17. razy zdobywał mistrzostwo Holandii jest odpowiednim kandydatem dla wychowanka Promienia Żary. Reprezentant Polski wiele razy podkreślał, że najbliżej mu do Bundesligi, ale do tej pory wyjazd za Odrę i Nysę Łużycką nie doszedł do skutku z różnych przyczyn. W październiku okazało się, że Guus Hiddink widzi w swojej ekipie zawodnika, który pierwsze kroki stawiał na stadionie przy ulicy Zwycięzców. W pierwszych dniach listopada, prasa poinformowała nawet, że wstępna umowa jest już gotowa. Czy Andrzej wyjedzie do Kraju Tulipanów? Z odpowiedzią na to pytanie musimy wstrzymać się co najmniej do zimy, kiedy to otworzy się kolejne okno transferowe. PSV w tym sezonie broni tytułu mistrza Holandii. Obok Ajaxu Amsterdam i Feyenoordu Rotterdam, zespół sponsorowany przez koncern Philipsa, tworzy siłę tamtejszej ligi. Do tego PSV regularnie występuje w elitarnej Lidze Mistrzów a w latach 1978 i 1988 zdobywał europejskie puchary. Holenderski klub zyskał w Polsce sporo sympatyków, kiedy w jego barwach występował Tomasz Iwan. W tej chwili największą gwiazdą tej drużyny Serb Mateja Keżman. Od kilku miesięcy głośno mówi się o jego odejściu. Bodaj największe zakusy ma na super strzelca Barcelona ale napastnikiem tym interesują się także Tottenham, Everton oraz kluby włoskie. Keżman okazał się godnym następcą Ruuda van Niestelrooya – teraz gwiazdora Manchesteru United. W ubiegłym sezonie zdobył 35 goli w 33 meczach! W sumie do tego sezonu w 93 występach w lidze holenderskiej aż 74 pokonywał bramkarzy! Andrzej Niedzielan ma więc szanse na grę w klubie, który zawsze miał znakomitych napastników. Za kulisami wielkiej piłki, mówi się że Serb wyceniany jest na 12 milionów Euro. Napastnik Groclinu kosztuje milion. Pieniądze dla Holendrów to nie problem. Mój redakcyjny kolega – ekspert od ligi holenderskiej – Bożydar Iwanow, twierdzi, że Niedzielan powinien trafić do PSV nawet jeśli Keżman miałby w nim pozostać. Trener cudotwórca, jakim jest Guus Hiddink, nie ma bowiem alternatywy dla Keżmana. Swoją drużynę ustawia najczęściej w systemie 1 – 4 – 4 – 1 –1. Keżman gra oczywiście z przodu. Za jego plecami występują na zmianę: Hesselink, Park Ji-Sung albo de Jong. Ich miejsce, gdyby Niedzielan trafił do PSV, z pewnością zająłby właśnie nasz zawodnik. W PSV Andrzej mógłby liczyć na idealne podania od Robbena, van Bommela czy Rommedala. Wszyscy wymienieni piłkarze to klasa światowa. Po 4 kolejkach tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, PSV było na 3 miejscu za AS Monaco i Deportivo. Europejskie puchary w Eindhoven to praktycznie codzienność. Fajnie mieć „swojego” w takim towarzystwie! Nawet nie wiecie jaka to przyjemność, kiedy komentator meczów piłkarskich, może przed meczem o wielką stawkę, porozmawiać ze swoim dobrym znajomym. PSV to firma, która szlifuje futbolowe diamenty. Pamiętacie gdzie z Cruzeiro trafił do Europy król strzelców Mistrzostw Świata 2002 – Ronaldo. Właśnie do Eindhoven. Po Holandii była Barcelona, Inter Mediolan i teraz Real Madryt. Życzę Andrzejowi szybkiego transferu i gry na salonach Starego Kontynentu.

Paweł Wójcik, Polsat Sport.


WARSZAWSKIE ZWYCZAJE ?
[07.11.2003]

W Warszawie mieszkam już ponad 6 lat ale w żaden sposób nie mogę się do niej przyzwyczaić. Generalnie jest tak, że przyjeżdżając do stolicy, z marszu wypada być kibicem Legii. Osobiście bardzo lubię klub z ulicy Łazienkowskiej ale denerwuje mnie jeśli ktoś jest na stadionie, którego patronem mam nadzieje będzie niebawem Kazimierz Deyna, jest bardziej warszawski niż wiślana syrenka. Niestety, część piłkarzy Legii zapomina że gra w klubie z wielkimi tradycjami, klubie który cały czas liczy na występy w elitarnej i dochodowej Lidze Mistrzów. Ostatnio byłem z moimi redakcyjnymi kolegami, na meczu Legia – Dyskobolia Grodzisk. Nie mogłem nie być na tym meczu z dwóch oczywistych faktów!!! Pierwszy nazywa się Andrzej Niedzielan (który tak jak ja mieszkał swego czasu na Zwycięzców) a drugi to Mariusz Liberda. Kiedy obaj wybiegali na murawę kibice Legii zawyli, ale nasi ziomale nie spękali. Mimo iż Mariusz dość szybko musiał zaglądać do własnej bramki po golu Switlicy, gra bramkarza vicemistrzów Polski mogła się później bardzo podobać. Trochę gorzej zagrał pogromca Madziarów ale i tak defensorzy stołecznego klubu musieli się za nim nieźle nabiegać. No i końcówka! Starcie z udziałem Andrzeja. Podbiega Marek Jóźwiak i kopie naszego Andrzejka w plecy. Co za chamstwo! Kilka miesięcy temu, kiedy piłkarze z Grodziska cieszyli się z wygranej w Warszawie, Jóźwiak stwierdził z pogardą: „tak się cieszą chłopcy ze wsi!!!” Co za typ! Sam pochodzi gdzieś spod Mławy (miasteczko nawet nie w połowie takie jak Żary) a innych szereguje według tylko sobie znanych kryteriów. Wielki Pan Legionista. Zagotowałem się mocno. Może o kilka słów wypowiedziałem za dużo i za głośno. Kilkunastu gości z szalikami Legii w sektorze dziennikarzy spojrzało się na mnie bardzo niemiło. Pewnie tacy sami warszawiacy jak Jóźwiak.

Pozdrowienia ze stolicy Paweł Wójcik – Polsat Sport.
 

Redakcja WWW.PROMIENZARY.COM serdecznie dziękuje Pawłowi Wójcikowi za współprace z naszym serwisem.

Kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów bez zgody redakcji zabronione!

 

 

 

naszywki

Copyright ©  www.promienzary.com - 2008. All Rights Reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.