|
PAWEŁ
WÓJCIK - POLSAT SPORT - ZAPRASZA
FELIETONY SPECJALNIE DLA SERWISU
WWW.PROMIENZARY.COM
|
36
lat, urodzony w Żarach, Studia – Uniwersytet Wrocławski,
kierunek nauki polityczne. Już w trakcie nauki na
uczelni, rozpoczął pracę w mediach. Na początku było to
Radio ESKA Wrocław. Od 1995 roku Paweł Wójcik był tam
szefem redakcji sportowej oraz rzecznikiem prasowym
koszykarskich mistrzów Polski – Śląska ESKI Wrocław. W
tym czasie przeprowadzał pierwsze relacje radiowe z
najważniejszych światowych imprez sportowych: Finałów
indywidualnych i drużynowych mistrzostw świata na żużlu
i walki bokserskiej Gołota – Bowe II. Sukcesy
wrocławskiej Eski spowodowały, że w 1997 roku, Paweł
Wójcik otrzymał propozycję stworzenia redakcji sportowej
w ogólnopolskim porozumieniu radiowym Super FM oraz
Radiu Eska Warszawa. Po krótkim czasie przyszła oferta
współpracy z redakcją sportową TVP. Na "Woronicza”
spędził rok głównie jako reporter Wiadomości a także
magazynów "Gol” i "Sportowa Niedziela”. W 1999 roku,
pracując cały czas w radiu, otrzymał propozycję
współpracy z Polsatem. Już wtedy wiadomo było, że
piłkarskie mistrzostwa świata, a także Liga Mistrzów i
Bundesliga, będą pokazywane przez największą prywatną
telewizję w Polsce. Szef redakcji sportowej Polsatu
Marian Kmita, zaufał Wójcikowi. Ten dość szybko zaczął
"wciągać” się w telewizję i na radio nie było już czasu.
Od początku istnienia Polsatu Sport, Paweł Wójcik jest
czołowym komentatorem wszystkich rozgrywek piłkarskich.
Dodatkowo dał się też poznać jako dziennikarz
specjalizujący się w żużlu. Komentował między innymi:
Drużynowy Puchar Świata na Żużlu, Ekstraligę, finał
Pucharu Konfederacji 2001, finał Mistrzostw Świata U-17
2001, MŚ 2002 i koszykarską Suproligę.
Prywatnie: żona Anna (dziennikarka), hobby: futbol,
żużel i ostra muzyka rockowa (ukończona szkoła muzyczna
i występy w kilku grupach rockowych).
źródło: Polsat
  |
|
Oj smutno się zrobiło...
[20.08.2004]
|
Oj,
smutno się zrobiło i to bardzo. Siedzimy tak sobie w
redakcji, ja z Żar, koledzy z Sosnowca, Wrocławia itd. i
czasami ręce nam opadają. Kilka tygodni temu trzymali
prawie wszyscy kciuki za Zagłębie albo Śląsk, – czyli
walczących o drugą ligę, ale także za Promień, aby
„moja” ekipa nie spadła. Udało się! Jednak teraz
sytuacja diametralnie zaczęła się różnić. Do rzeczy:
ekipa z Sosnowca nie ma nawet 2 tysięcy 400 złotych, aby
pospłacać zaległości a Śląsk póki co idzie jak burza ale
brakuje mu jeszcze dużo by nazywać się profesjonalnym
klubem. Najwięcej przykrości sprawia nam jednak sytuacja
Promienia. Wiem, że z perspektywy Warszawy ciężko jest
się wypowiadać odnośnie sytuacji w klubie, ale nawet tu
ciężko nie znaleźć informacji o wynikach, składach,
kondycji i innych rzeczach nurtujących trzecioligowców.
Wiem, że w klubie zrobiło się gorąco, że coraz częściej
zaczyna się zwalać winę za pewne rzeczy, o których chyba
najwyraźniej zapomniano albo po prostu zabrakło
pieniędzy. Od wielu lat prezesi nawet największych
naszych klubów, nie widzą nie poradności swoich
podwładnych, czyli menagerów, trenerów czy piłkarzy
widzą za to kłujące w oczy teksty czy złośliwe relacje w
ogólnopolskiej prasie lub w lokalnych mediach. No, ale
jakie mają one być skoro zespół narodowy ośmiesza się w
Poznaniu przegrywając z Duńczykami aż 1 – 5, a na
mniejszą skalę dołujący Promień po dwóch kolejkach ma
tylko jeden punkt!!! Klubowi włodarze zapominają, że oni
rządzą, piłkarze grają, trenerzy trenują a dziennikarze
piszą albo mówią. To, co i jak mówią – to inna kwestia.
Jak zespół gra świetnie i wygrywa, nasi ulubieńcy są
zagłaskiwani. Pysznią się wtedy do granic wytrzymałości
a co niektórzy życzą sobie po dwa tysiące za wywiad!!!
Kiedy przegrywają zaczyna się robić bagienko. Piłkarz,
prezes, trener, nabierają wody w usta a krytyka zaczyna
boleć. Co z tego, że grają jak nieudacznicy i widzą to
kibice w całej Polsce albo w całych Żarach. Zasada jest
identyczna – niezależnie od tego czy jest to ekstraklasa
czy trzecia liga zachowanie jest takie same. Szkoda
tylko kibiców, bo oni najmniej wiedzą i wśród nich rodzi
się najwięcej plotek i podejrzeń. Pamiętam jak 4 lata
temu jeden z prezesów (bardzo odurzony alkoholem) chciał
mi „przylać” za to, że nie zrobiłem z nim wywiadu w
czasie meczu. Inny chcąc pokazać swoją władze wchodził
do wozu transmisyjnego i realizatorowi kazał pokazywać
reklamy a nie boisko. Jeszcze inny wyśmiewał telewizje,
że ta nie chce płacić ZAIKSOWI za prawa autorskie do
piosenek wypuszczanych ze stadionowych głośników w
czasie meczów. Nie ma co podawać nazwisk, bo nie oto
chodzi. Generalnie w całym polskim sporcie brakuje
trenerów z prawdziwego zdarzenia a co czasami ważniejsze
menagerów!!! Sama miłość do piłki czasami nie wystarczy.
Potrzebny jest ktoś, kto ma notes z telefonami do paru
VIPÓW i znajomości w świecie biznesu i polityki. Powoli
zaczynają już uczyć takiego marketingu w naszych
szkołach. Powoli, bo szkoły dla dziennikarzy powstawały
wcześniej, a i wykładowcy w nich byli lepsi. Mimo to,
jak zawsze trzymam kciuki z „Promykiem”, działaczom
życzę skuteczności, piłkarzom wytrzymałości a kibicom
chwil radości. Dziennikarze poradzą sobie sami.
Paweł Wójcik. |
|
Korupcja atakuje? Nie, była, jest i pewnie jeszcze
będzie!
[09.05.2004]
|
Całe
szczęście, że są w Polsce dziennikarze, odważni,
bezpardonowi i kochający piłkę nożną. Dzięki nim co
jakiś czas na światło dzienne wychodzą nowe, kolejne
afery które niszczą nasz futbol. Latem Szczakowianka i
Świt albo teraz Polar i Zagłębie – jestem przekonany że
to nawet nie jest wierzchołek góry lodowej. To tylko
sprawy, w których ktoś (najczęściej chyba ten kto dostał
najmniej) zechciał minimalnie puścić parę. Najgorsze
jest jednak to, że ani Polski Związek Piłki Nożnej, ani
prokuratura i sądy nie są w stanie poradzić sobie w taki
sposób aby korupcje zniszczyć.
Odkąd pamiętam, zawsze mówiło się o tym kto komu i za
ile sprzedał ważny mecz. Różnie mówiło się tylko o
stawce. W „okręgówce” była to przysłowiowa skrzynka
piwa, nieco wyżej skrzynka wódki no a potem była już
kasa. Im wyżej, ponoć tym więcej i nie ma się temu co
dziwić! Scenariusz do „Piłkarskiego pokera” napisało
samo życie.
Skąd bierze się zjadająca nasz cały sport korupcja? Moim
zdaniem to piętno, które pozostawiła w nas komuna. Wiele
razy redaktor Bogdan Tomaszewski opowiadał mi jak to
przed II wojną światową, zawodnicy za własne pieniądze
jeździli na mecze a medale z imprez międzynarodowych
nawet z Igrzysk Olimpijskich nagradzane były przez
ówczesne władze bukietem kwiatów. Po 1945 roku sprytni
Polacy zaczęli uczyć się kombinatorstwa a zasada: ”czy
się stoi czy się leży 500 złotych się należy” stała się
dla większości naszych rodaków mottem życiowym. Pojawiły
się łapówki i brali je wszyscy, milicjant na drodze,
urzędnik w magistracie, lekarz w klinice itd. Dlaczego
nie miałby ich nie brać sportowiec za ustawiony wynik,
skoro cała niemal Polska korumpowała się za kase, wóde a
nawet kartki na mięso! Siedzi w nas ta zgnilizna jeszcze
cały czas a o tym jak się pewnie czuje dowiadujemy się
prawie każdego dnia. Teraz w czasach sportu zawodowego
chęć nieuczciwej rywalizacji jest jeszcze większa. No bo
czym różni się kupowanie meczu od zakazanego wspomagania
chemicznego słabszego organizmu. Niczym!!!
I tradycyjnie można biadolić dalej, jednak jedno się
zmieniło. Władza ma dobrze napisane prawo i ma też
obowiązek działania. Przepisy są klarowne i czytelne.
Tylko ich realizacja szwankuje. No bo jeśli się miało
kasę na kupienie meczu, znajdzie się i „dola” na
kupienie urzędnika. Dziś jeszcze cały czas słychać
powiedzenie: „wszystko można kupić, wszystko jest
kwestią ceny”. Smutne ale prawdziwe.
Paweł Wójcik, Polsat Sport. |
|
HUMOR PREZESA
[14.05.2004]
|
Żużlowi prezesi od dawna mają tę jedną fantastyczną
cechę, którą potrafią wprowadzić kibica w „odmienne
stany świadomości”. Humoru nie brakowało większości z
nich od dawna. Ostatnio rozbawił mnie do granic
wytrzymałości szef leszczyńskiej Unii Rufin Sokołowski,
snując żużlowo – telewizyjne plany na przyszłość. Na
łamach „Tygodnika Żużlowego” prezes wielkopolskiego
klubu stwierdził, że w nowym sezonie wszystkie mecze
ligowe będzie transmitowała na żywo TVP a widownia na
jaką liczy to prawie 4 miliony widzów!!! Ze śmiechu
spadłem z krzesła i całe szczęście że zaliczyłem miękkie
lądowanie bo moja głowa przy tym nie ucierpiała. „4
miliony widzów” całe szczęście, że byłem po kolacji bo
tego dnia do końca już nic nie mogłem jeść. Ja też mam
różne plany na przyszłość z największe to lot na Marsa z
Andrzejem Huszczą na jego motorze! Panie Prezesie z czym
do ludzi!!! Obecnie żużel ligowy ma widownię zbliżoną do
grona fanów koszykówki, ustępuje wyraźnie siatkarzom,
nie wspominam o piłkarzach, łyżwiarzach figurowych,
bokserach czy Małyszu. 4 miliony widzów, a czasem nawet
mniej, skupia przed telewizorami elitarna Liga Mistrzów.
4 miliony to mecz o ME naszych siatkarek oraz bardzo
dobry film sensacyjny. Nasze ligi siatkarska i
koszykarska (pokazywana w TV4 albo TVP 3) to widownia od
200 do 500 tysięcy. Mecze extraligi żużlowej w TV Puls i
Polsacie Sport, plasują się gdzieś w okolicach środka
tej grupy (spotkanie ZKŻ – Włókniarz oglądało
maksymalnie 350 tysięcy telewidzów). Szkoda iż w
większości nasze żużlowe kluby nie mają pojęcia co to
jest marketing, co to są badania AGB itd. Nawet turnieje
GP w tym roku nie znalazły uznania w oczach szefów
wszelkiej maści stacji ogólnodostępnej. Badania
oglądalności były okrutne: żużel jest w Polsce sportem
niszowym i pamiętajcie o tym w kolejnych latach Panowie
Prezesi. Z ligą jaką zaoferowaliście widzom w tym roku,
jest tak słabo że nie ma nawet najmniejszego sponsora na
rynku krajowym, który byłby zainteresowany reklamowaniem
się przy tych rozgrywkach. Promocja tej dyscypliny leży
na łopatkach jak rywale Gołoty z czasów początków jego
kariery. No bo kto ma oglądać te fantastyczne widowiska
poza fanatykami. Największe atuty ligowego żużla w ty
sezonie są porażające. Mecze trwają po dwie i pół
godziny (choć wyścigów mamy ledwie na 18 minut),
juniorzy przewracają się bez końca nie potrafiąc
utrzymać motocykla, zagranicznych gwiazd speedway’a jest
tyle, że palców u rąk jest za dużo aby ich wszystkich
policzyć. Jeżeli w najbliższych miesiącach GKSŻ szybko
nie wyciągnie nowych wniosków frekwencja będzie
zagrożona a marginalizacja żużla będzie się pogłębiać.
Ale mimo to jestem pewien, że ligowy żużel może obejrzeć
w przyszłości nawet 4 miliony widzów. Będą to jednak
czasy, kiedy w Lesznie będzie mieszkać co najmniej
milion ludzi!!!
Paweł Wójcik, Polsat Sport. |
|
BUNDESLIGA I POLACY
[20.03.2004]
|
Polscy
piłkarze w Bundeslidze, w tym sezonie grają bardzo
słabo. Dla naszych zawodników to najgorszy okres od
kilku lat. Jedynym, który zbiera dobre recenzje w
pierwszej Bundeslidze jest Tomasz Zdebel (VfL Bochum)
który podziękował niestety kilka miesięcy temu za grę w
reprezentacji. Zawodonicy na których stawia Paweł Janas
i ci, którym chciałby zaufać, grają rzadko albo
przesiadują w nieskończoność na ławce rezerwowych.
Kiedy po meczu Stuttgartu z Chelsea w Lidze Mistrzów, na
rozmowę zgodził się Felix Magath, zapytał mnie krótko:
Gdzie są polscy piłkarze? Może pomogliby nam dzisiaj?
Niestety trener VfB nie mówił poważnie. Co prawda
pamięta z czasów gry w Eintrachcie Frankfurt Pawła
Kryszałowicza, ale w tej chwili nie widzi miejsca w
drużynie vicemistrza Niemiec dla żadnego z naszych
rodaków.
Na rozmowę nie tylko o polskich piłkarzach zgodził się
bardzo szybko Andreas Brehme. To jego bramka z rzutu
karnego dała tytuł Mistrza Świata Niemcom w roku 1990,
kiedy to w finale pokonali Argentyńczyków. Po
zakończeniu kariery, Brehme trenował między innym
Tomasza Kłosa w Kaisersalutern.
Paweł Wójcik: Zna Pan takie nazwiska jak Delura,
Podolski czy Trochowski?
Andreas Brehme: Oczywiście!. To są bardzo dobrzy młodzi
piłkarze. Szczególnie, bardzo podoba mi się Delura. W
meczu z Werderem miał świetną okazję do strzelenia
ładnej bramki. Tym razem mu się jeszcze nie udało. Ale
trzeba pamiętać że on ma dopiero 18. lat i cała
piłkarska kariera jest jeszcze przed nim.
- Ostatnio w Polsce dużo mówi się o tym, aby
przynajmniej dwóm z tej trójki przyznać nasze
obywatelstwo i aby mogli zagrać w naszej reprezentacji.
Słyszał Pan o takim pomyśle?
AB: To są jeszcze młodzi chłopcy. Wydaje mi się, że
jeśli będzie taka możliwość, to zapewne wybiorą grę w
reprezentacji Niemiec. Ale w tej konkretnej sprawie nikt
nie może nikogo pouczać. To będzie ich własny wybór. Na
szczęście mają jeszcze trochę czasu aby wybrać to co dla
ich kariery jest najlepsze.
- Trener Rudi Voller zachęca ponoć Podolskiego do gry w
kadrze Niemiec, twierdząc że być może pojedzie na finały
Mistrzostw Europy do Portugalii!
AB: Myślę że w tym przypadku jest zdecydowanie za
wcześnie składać takie deklaracje. Przede wszystkim
Lukas musi ustabilizować swoją formę. Ja nie mówię że to
jest zły pomysł! Ale na grę w reprezentacji trzeba się
mocno napracować. Przypuszczam że Podolski doskonale
zdaje sobie z tego sprawę.
- Jak pan sądzi, dlaczego tak wiele talentów „uciekło”
nam aby teraz robić karierę w Niemczech. Czy sukcesy tej
trójki o której wspomniałem to potwierdzenie błędów
polskiego systemu szkolenia?
AB: Na to wygląda. Ale w Niemczech ten system budowany
był od wielu lat. U nas są zdecydowanie większe
możliwości: zaczynając od tego że Niemców jest dwa razy
więcej niż Polaków a kończąc na stanie i jakości boisk i
stadionów. To jest konsekwentna polityka. I dlatego po
jakimś czasie w juniorach FC Kolen odnajduje się
utalentowany gracz pochodzący z Polski. Zresztą tu nawet
nie chodzi o to skąd pochodzi piłkarz. Problemy
szkolenia nie dotyczą tylko waszego kraju. Dobrzy gracze
są na całym świecie! Trzeba ich tylko odszukać i
wytrenować, to bardzo proste!
- No dobrze a co Pan w takim razie sądzi o pozostałych
polskich piłkarzach, którzy w tym sezonie grają w
Bundeslidze? Zdajemy sobie sprawę z tego że jeszcze dwa,
trzy lata temu niektórzy byli prawdziwymi gwiazdami.
AB: Moim zdaniem, każdy z piłkarzy który przebije się do
podstawowej jedenastki swojej drużyny zasługuje na słowa
uznania. Dlatego też mam wielki szacunek do takich
nazwisk jak: Wałdoch i Hajto.
- Ale jaki jest powód tego, że tak wielu naszych
piłkarzy ma w tym sezonie poważne kłopoty nawet z grą w
podstawowej jedenastce? Na przykład Kosowski w
Kaisreslautern czy Wichniarek i Karwan w Herthcie?
AB: Mnie też to dziwi. Wichniarek w Bielefeld grał „sensationel”.
Ale widać, że różnica między pierwszą a drugą Bundesligą
jest tek duża, że nawet tacy piłkarze jak Wichniarek
potrzebują sporo czasu aby zaadoptować się w nowych
warunkach. Myślę jednak że są to przejściowe problemy i
już niedługo będziecie mogli sieszyć się z dobrych
występów wszystkich waszych rodaków na niemieckich
boiskach.
- Problemów z graniem nie ma za to nasz najlepszy
piłkarz Jacek Krzynówek. Ale on gra „tylko” w drugiej
Bundeslidze!
AB: O Jacek!!! On jest fantastyczny! Kiedy pracowałem w
Kaiserslautern bardzo chciałem go mieć w swoim zespole.
Były już nawet prowadzone konkretne rozmowy z
Norymbergą, ale szefowie Krzynówka nie chcieli się go
pozbywać. No cóż, teraz ma podpisaną umowę z Leverkusen
i tam na pewno będzie się rozwijał. Jacek to bardzo
dobry gracz.
W Monachium rozmawiał Paweł Wójcik, Polsat Sport. |
|
PO LIDZE MISTRZÓW
[01.03.2004]
|
Kiedy
wróciłem ostatnio do Polski, z dwóch niemieckich meczów
Ligi Mistrzów, byłem o włos od załamania. Szok pierwszy:
zjazd z autostrady w Zgorzelcu na drogę do Żar -
myślałem, że jestem w Albanii a nie w kraju który od
maja będzie w Unii Europejskiej. Na aSYFaltowej,
dziurawej drodze, ledwo mieściło się moje auto - nie
mówię już jaką sztuką było mijanie się z samochodami
jadącymi z przeciwka. Szok drugi: zachlane gęby
wystające pod wiejskimi sklepami wypatrujące sponsorów
ewentualnej winnej biesiady i dzieci które gdzieś koło
stodoły, w podrabianych koszulkach Realu Madryt biegają
za piłką. Niestety pewnie za kilkanaście lat staną obok
sklepowych żuli a nie będą biegać po normalnych
boiskach. Szok trzeci: O kurcze jak nam daleko do
prawdziwej profesjonalnej piłki! Przemyślonka te dopadły
mnie zapewne z powodu zbyt długiej przerwy zimowej a
dodatkowo po raz pierwszy miałem przyjemność na żywo i
ze stadionu komentować dwa wielkie mecze Champions
League: Bayern Monachium - Real Madryt oraz VfB
Stuttgart - Chelsea Londyn. To co mnie powaliło po
drugiej stronie Odry, to przede wszystkim perfekcyjna
organizacja. Wieczorem przed i w czasie meczu Niemcy
trzy razy przychodzili do mojego stanowiska i pytali się
czy wszystko OK! Na naszych stadionach praca komentatora
interesuje tylko jego samego. Ochroniarze i wszystkie
inne służby są mega życzliwe i uprzejme. U nas w kraju,
kibice i inni goście są raczej osobami, które
przeszkadzają „stadionowcom” w ich pracy. Sama oprawa
meczu i porządek na Olimpiastadion i Gotlib Deimler
Stadion to rzeczy, o których możemy jedynie pośnić!
Szkoda wyliczać. Gdybym chciał to wszystko opisać
zabrakłoby miejsca na tym portalu. Krótko: sportowo,
organizacyjnie i telewizyjnie jesteśmy tak daleko jak
reprezentacja Pawła Janasa od vicemistrzów świata -
Niemców. Niestety, żeby było choć minimalnie lepiej
należy zacząć najpierw od porządnej drogi dojazdowej na
stadion. Tam cały czas brakuje parkingu, toalety, sklepu
z gadżetami i choćby najmniejszego i ważne porządnego
baru z hot dogiem. A jak już jesteśmy na polskim
stadionie (nie ważne czy I czy III ligi) to rzadko jest
na czym wygodnie (nie piszę już o czystości) usiąść. A
przecież wiadomo, że całe zaplecze ściągnie kibiców. Po
nich przyjdą sponsorzy, dalej wyniki, lepsi sponsorzy i
telewizja i tak dalej i tak dalej. Piłka nożna nie jest
już od dawna zabawą. To wielki biznes, na którym można
zarabiać na wiele sposobów. I póki tego nie nauczymy się
wszyscy: kibice, działacze, zawodnicy i dziennikarze,
polskie kluby dalej będą w ogonie europejskiej piłki a
Liga Mistrzów pozostawać będzie w strefie marzeń.
Paweł Wójcik - Polsat Sport |
|
Na szczęście zima już się kończy!
[17.02.2004]
|
Na
szczęście zima już się kończy! Jeszcze tylko miesiąc i
nasi ligowi wymiatacze znów będą śmigać, wprowadzając
nas w zachwyt i euforie. Szkoda tylko, że Ci którzy
kochają futbol muszą tak długo czekać. Przerwa między
rundą jesienną a wiosenną, która trwa cztery miesiące to
stanowczo za dużo! Zasłaniane się warunkami
atmosferycznymi, jest żadnym usprawiedliwieniem.
Przynajmniej dla klubów z pierwszej a nawet drugiej
ligi. W Niemczech (a to przecież nasi sąsiedzi)
zawodnicy wrócili na boiska już pod koniec stycznia.
Cztery miesiące laby, udawanych treningów (no bo co to
za zajęcia po kolana w śniegu z piłką) no i
zagranicznych podróży. Sporo to kosztuje, ale jak widać
rozrzutność i tak cienko przędących klubów musi budzić
podziw (?) i zastanowienie. A gdyby tak zainwestować te
środki na modernizacje boisk? Nie przypominam sobie,
żeby Bayern Monachium, Borussia Dortmund czy inny klub z
Bundesligi szukał wsparcia na południu Europy. Owszem są
wyjazdy na przykład na Wyspy Kanaryjskie czy do Turcji
ale są one wykorzystywane do udziałów w towarzyskich
(krótkich) turniejach a nie specjalnych zgrupowaniach. W
Anglii gra się niemal cały rok. No cóż Polska! Piłkarze
na Zachodzie grają już w najlepsze. Liga Mistrzów i
Puchar UEFA wraca już pod koniec lutego. My jeszcze
trochę poczekamy. A swoją drogą. koszykarze, siatkarze,
szczypiorniści czy hokeiści w naszych ligach nie mają
prawie żadnej przerwy między rundami!
Na szczęście jest telewizja i można śmiało pooglądać jak
to robią mądrzejsi i lepsi. Myślę o Niemcach, Anglikach
Włochach, Hiszpanach i wielu innych nacjach. Nawet
Holendrach. Nasz „Promyczek”, bohater najgłośniejszego
zimowego transferu, gra i strzela dla Nijmegen. To musi
budzić podziw. Niestety, na razie chyba tylko w rodzinie
Niedzielana i u kibiców! Jego trzy bramki w czterech
meczach zamknęły usta krytykantom (niestety nie
wszystkim - na pohybel im!!!). Kiedy Andrzej zapakował
bramkę Feyenoordowi, tylko jeden kolega z polskich muraw
(Kriżanac a to nie Polak) wysłał mu SMS’a z
gratulacjami. No cóż Polska! Ciekawe co się stanie,
kiedy Niedzielan faktycznie wypromuje się tak
skutecznie, że jego nowy holenderski telefon będzie
gorący od składanych mu ofert. Ponoć już wpadł w oko
Louisovi van Gaalovi - byłemu trenerowi Barcelony,
reprezentacji Holandii a teraz dyrektorowi sportowemu w
Ajaxie Amsterdam.
Z perspektywy Warszawy cały czas śledze co dzieje się w
Promieniu. Mam wrażenie, że wiosna może być całkiem
niezła. Coś tak czuje! Nawet sparing wysoko przegrany z
Amicą nie był w stanie zatrzeć we mnie tego coś, co
karze mi wierzyć że Promień może nawet wylądować gdzieś
na bardzo bezpiecznym miejscu w środku tabeli (a może
nawet wyżej). No cóż. Pozostaje odliczać dni do
inauguracji rundy wiosennej w Polsce. Ja będę w nie co
lepszej sytuacji bo już za kilka dni jadę do Niemiec.
Czeka mnie niezła uczta: Bayern Monachium - Real Madryt
a dzień później Stuttgart - Chelsea. I tu tak na koniec
malutka refleksja. Do czasu kiedy nasi piłkarze będą
czekali na wiosnę cztery miesiące a inni za granicą
cztery tygodnie, do tej chwili będziemy w ogonie
europejskich lig.
Pozdrowienia ze stolicy Paweł Wójcik, paco@polsat.com.pl |
|
SPORT W TV DLA PROMIENIA
[19.01.2004]
|
Wiele
osób zaczepia mnie zadając pytania o repertuar stacji
telewizyjnych nastawianych na sport. Zwykły oglądacz TV
nie wie o tym, iż dzień w dzień w redakcjach trwają
narady co do ramówki, oferty programowej, wyników
oglądalności itd. Najłatwiej jest mi przedstawić
„sportową telewizje” na podstawie stacji w której
pracuje – Polsacie Sport. Zapewniam Was, że na antenie
nic nie pojawia się przypadkowo. Każda pozycja, każdy
program i jego miejsce w ramówce to efekt narad, często
nawet sporów. W tej chwili w Polsce trzy dyscypliny
wyraźnie dominują jeśli chodzi o liczbę widzów nad
pozostałymi. Najwięcej telewidzów przyciąga rzecz jasna
piłka nożna (reprezentacja, Liga Mistrzów i Puchar
UEFA). Druga pozycja zarezerwowana jest dla skoków
narciarskich – głównie za sprawą Adama Małysza. Na
miejscu trzecim jest siatkówka, tak z udziałem naszych
złotych dziewczyn jak i z udziałem zawodników Stanisława
Gościniaka. Bardzo dobrze oglądana jest także Polska
Liga Siatkówki. Pozostałe dyscypliny, wyniki telewizyjne
mają znacznie słabsze. To właśnie najpopularniejsze
zawody i ligi, są oczkiem w głowie szefów stacji. Za
prawa do mistrzowskich turniejów futbolowych płaci się
najwięcej. Mistrzostwa Świata Korea – Japonia 2002,
kosztowały o czym chyba wszyscy pamiętają 20 milionów
dolarów. Tyle zapłacił Polsat ale inne telewizje w
krajach bogatszych płaciły znacznie więcej. Mundial 2006
w Niemczech będzie na pewno jeszcze droższy a to za
sprawą godzin rozgrywania meczów (16 – 22), które są dla
reklamodawców wyjątkowo atrakcyjne.
Panuje u nas opinia, że skoki narciarskie to „Małysz”. I
taka jest prawda. Kiedy Adama brakuje na skoczni, albo
skacze słabiej, przed telewizorem zasiada co raz mniej
widzów.
Siatkówka to nie tylko sport ale także moda na świetny
doping i super zabawę na trybunach. Telewizja uwielbia
takie wydarzenia.
W telewizji zawsze dobrze sprzedawały się imprezy z
udziałem łyżwiarzy figurowych (!) oraz najlepszych
bokserów.
Koszykówka i żużel są na kolejnych miejscach. I to dla
wielu widzów jest zastanawiające. Jak to skoro na mecze
żużlowe przychodzi nawet po 25 tysięcy widzów a w TV
Jest tak słabo?!? Niestety taka jest prawda. Żużel,
hokej i piłka ręczna muszą jeszcze długo walczyć o
widza. W najlepszej sytuacji z tej trójki jest speedway.
Niestety żużlowi działacze (często przypadkowi,
nieudolni) sami grzebią swój ulubiony sport. Ostatnio
wymyślili, że w nowym sezonie ograniczą możliwość
startów zawodników ze ścisłej światowej czołówki i
nakazali aby w lidze startowało obowiązkowo więcej
juniorów. Ma to spowodować oszczędności i rozwój
polskich młodych zawodników! To jednak typowa bzdura!
Kiedy okazało się że tylko jeden obcokrajowiec będzie
jeździł w meczu, żądania finansowe naszych gwiazdeczek
poszły w górę lotem samolotu ponaddźwiękowego. Mówię
więc głośnio i stanowczo: NIE! Nie można obniżać
wartości marketingowej ligi (starty najlepszych na
świecie zawsze ściągają sponsorów, TV no i zwłaszcza
widzów). Do tego nie przypominam sobie aby w piłkarskiej
Anglii, Hiszpanii czy w Bundeslidze musieli startować
obowiązkowo: jeden junior w obronie, jeden junior w
pomocy i tylko jeden obcokrajowiec w ataku! Bzdura!
Jeśli zawodnik jest dobry wypromuje się sam i sam
wywalczy miejsce w składzie nawet najwspanialszej
drużyny! Przykłady są znane wszystkim: Raul i Real
Madryt czy Owen i Liverpool. Swego czasu nawet Kowalczyk
i Legia Warszawa. Niestety polscy działacze są
wyjątkowi, pod każdym względem! I ta teza odnosi się nie
tylko do żużla ale całego naszego sportu. Ale odbiegam
trochę od tematu sportu w TV.
Ostatnio przekonałem się że warto reagować w ramówce
telewizyjnej, natychmiastowo na wszelkie zmiany, na
przykład czasowe. Jeśli tenis przedłuża się w
nieskończoność a już ma się rozpocząć mecz Bundesligi,
trzeba pokazać niemiecki futbol. Szkoda mi kibiców
„białego sportu” ale oglądalność tej dyscypliny jest
bardzo niska. Ramówkę telewizyjną trzeba przygotować
trzy tygodnie wcześniej bo tak chcą tygodniki z
programami. To jest dla nas bardzo niewygodne, dla
kibiców myślę że też! Przecież zdarza nam się w
ostatniej chwili kupić jakieś wielkie wydarzenie, mecz,
turniej itd. A rywalizacja w turniejach? Nie można trzy
tygodnie w przód założyć, że na przykład po rundzie
grupowej turnieju mistrzowskiego polska drużyna walczyć
będzie o medal albo o miejsce 5 czy 7! Gazety więc
czasami mylą i wprowadzają w błąd. Na szczęście stacja o
profilu sportowym (na przykład Polsat Sport) może
reagować natychmiast na wyniki meczów i tabele. Tak było
choćby z Mistrzostwami Europy siatkarek! Co więcej,
Polsat zmienił ramówkę nawet swojego głównego kanału
pokazując mecz finałowy z Turczynkami na żywo.
Sportowa telewizja sprawia wiele przyjemności. Niekiedy
trzeba za nią płacić. To symbol czasu! Tak jest na całym
wiecie. Pisałem już o tym w innych felietonach. Przy
okazji pojawiają się „znawcy” „fachowcy” „podpowiadacze”
no i „oceniacze”. To złe! Za dużo piłki! Za mało tego!
Otóż uwaga: jeśli chcecie poważnie traktować swoje
opinie to zapraszam do dyskusji. Mój email paco@polsat.com.pl.
Odpisuje na większość e-maili, pod warunkiem że są
rzeczowe i konkretne. O tym, że nasza polityka sportowa
w Polsacie Sport jest na razie OK., świadczą wyniki
oglądalności stacji sportowych w Polsce. Polsat Sport
jest za Eurosportem ale przed Canalem plus Niebieskim i
DSF. Stawiamy na dobrą piłkę i dużo polskiego sportu. W
nowym 2004 roku będzie co oglądać. Sezon piłkarski
zaczynamy od debiutu Andrzeja Niedzielana w lidze
holenderskiej. Studio, goście, komentarz z Amsterdamu –
naprawdę warto. Uwaga, szykujemy się do pokazywania
polskiej piłki! Kto wie, może nawet trzeciej ligi?!?
Taki mecz: Zagłębie Sosnowiec – Śląsk Wrocław, będzie
miał dużo więcej sympatyków niż pojedynek w lidze
hokejowej czy piłkarzy ręcznych.
Paweł Wójcik, Polsat Sport |
|
NEC – nowy klub Andrzeja Niedzielana! Prawda o Nijemgen
[30.12.2003]
|
Jak
wiecie, Polsat Sport to jedyna stacja w naszym kraju,
która regularnie pokazuje mecze ligi holenderskiej. Od
wielu lat, w kraju tulipanów występowali Polacy.
Kolejnym będzie wychowanek Promienia Andrzej Niedzielan.
Ligę holenderską, jak własną kieszeń zna mój serdeczny
przyjaciel, Bożydar Iwanow. Poprosiłem go aby opisał w
kilku zdaniach, nowy klub Niedzielana. Na co może
liczyć, jak wygląda kadra tej drużyny, z kim będzie
rywalizował o miejsce w składzie i czy to prawda, że NEC
jest zespołem przeciętnym. Oto co napisał Bożydar,
czytelnikom serwisu Promienia:
Wbrew temu co pisze polska prasa, NEC wcale nie jest
zagrożone spadkiem. Także dlatego, że bezpośrednio spada
jeden zespół, będzie to na 75% Zwolle, a dwa następne
grają w barażach, ale przede wszystkim dlatego, że
Nijemgen jest mocniejsze od co najmniej sześciu zespołów
ligi, i raczej widzę ten klub w górnej połówce tabeli.
Andrzej będzie grał, bo konkurentów w ataku specjalnych
nie ma! NEC jesienią zdobyło zaledwie 19 goli, tylko 4
zespoły były pod tym względem gorsze. Dennis De Nooijer
to już zgrana karta, ma 34 lata, nie jest najszybszy,
choć braki piłkarskie potrafi nadrabiać doświadczeniem.
Ma niezły strzał, nie źle gra głową. Strzelił 3 gole.
Fabian De Freitas miał dobry start, ale cały ubiegły
sezon nie grał, choć był wcześniej w Osasunie, Boaviscie
i Boltonie, to też nie jest rywalem. 31 lat, lekka
nadwaga, 2 gole, ostatnio ława. Zico Tumba (DR Kongo) ma
dużo gorszy sezon niż ubiegły - kiedyś strzelił jedną z
najładniejszych bramek sezonu. Ma dobre warunki
fizyczne, ale z szybkością na bakier. Bez gola. I Frank
Demouge, najmłodszy 21 lat, 2 gole, ale też nie jest to
jakaś wielka gwiazda. Dlatego najwięcej goli strzelił
pomocnik Yoossouf Hersi, kiedyś w Ajaksie, 4 bramki,
najbardziej kreatywny i najlepszy technicznie w zespole,
ale czasem nieodpowiedzialny (czerwona kartka w
Krakowie). Jest jeszcze w pomocy exreprezentant
.Jugosławii Dejan Govedarica i dobry bramkarz Dennis
Gentenaar. Ten drugi był najlepszy w ubiegłym sezonie
ale teraz miał kilka wpadek. Moim zdaniem Niedzielan
może zostać największą gwiazdą zespołu. NEC po serii
meczów bez zwycięstwa wygrało dwa ostatnie mecze w tym
roku. Choć ze słabeuszami, to jednak wyszło z kryzysu.
Wraz z zatrudnieniem tak dobrego i szybkiego napastnika
może myśleć nawet o powtórzeniu sukcesu sprzed roku - 5
miejsce i walka w Pucharze UEFA. Teraz traci do tej
lokaty 8 punktów. Może trochę szkoda, że na dzień dobry
musi grać już w styczniu z Ajaksem i Feyenoordem. W
sumie z czterech pierwszych meczów 3 gra na wyjeździe.
Tyle Bożydar Iwanow. Moim zdaniem, Andrzej wybrał
właściwą drogę. Zresztą rozmawiałem ostatnio z Markiem
Koźmińskim, byłym reprezentantem Polski, który ponad 10
lat spędził w lidze włoskiej. Prezes Górnika Zabrze mówi
krótko: Jak jest oferta z Zachodu trzeba jechać! Zgadzam
się. Prawda jest taka, że ze średniego klubu
holenderskiego znacznie łatwiej wybić się i wypromować
do jeszcze większego klubu, niż z najlepszej polskiej
ekipy. Już teraz Was zapewniam, że mecze Andrzeja
Niedzielana będziemy pokazywać na żywo w Polsacie Sport.
Właśnie układamy „ramówkę” na styczeń. Będzie co
oglądać! Zapraszam.
Paweł Wójcik, Polsat Sport |
|
PODSUMOWANE 2003 ROKU
[26.12.2003]
|
Miniony albo kończący się rok czyli 2003, był nijaki.
Wiało nudą – nie oszukujmy się! Wiało nudą! Rzecz jasna
w kraju. Były iskierki, były przebłyski ale reszta
nijaka. Smutno się pisze taki felieton, zwłaszcza po
Gali tygodnika „Piłka Nożna”, który od 12. lat nagradza
najlepszych w kraju. Boże aż strach pomyśleć, że za rok
będzie 13. plebiscyt! Oby nie pechowy. Byłem jak wiecie
w warszawskim hotelu Mariott w czasie kiedy Mateusz
Borek i goście piłkarskiej biesiady nagradzali
najlepszych. Atmosfera jak co rok, była podniosła,
sympatyczna, ale gdzieś pod sufitem dało się odczuć
niedosyt. No bo gdyby nie przegrany mecz z Łotwą w
Warszawie, no bo gdyby Młodzieżówka nie dała ciała we
Wronkach... Ten stary 2003 byłby zupełnie inny. A tak?
Cóż? Żyliśmy meczami Wisły Kraków z Lazio, ale trwało to
bardzo krótko. Na szczęście jesienią do gry włączył się
Groclin i zwłaszcza po efektownym remisie z City w
Manchesterze, można było unieść głowę wyżej niż za
zwyczaj. Dlatego miano drużyny roku słusznie powędrowało
do Grodziska Wielkopolskiego. Swoją drogą, czy wiecie że
niektórzy dziennikarze w Warszawie nie odróżniają
Grodziska Wielkopolskiego od Mazowieckiego?!? Są tacy!
Obcokrajowcem Roku wybrali dziennikarze tego zasłużonego
tygodnika Duszana Radolskiego. Tu był polemizował, bo ta
kategoria raczej zarezerwowana jest dla zawodnika.
Słowacki trener powinien był wygrać klasyfikacje na
trenera roku a tu przyznano wyróżnienie (tylko) Jackowi
Zielińskiemu z Górnika Łęczna. Werdykt ten (nie chodzi o
szkoleniowca a o tylko wyróżnienie) wzbudził po
oficjalniej części Gali najwięcej dyskusji i
kontrowersji. Objawienie roku OK. Działacz roku OK.
Pozostaje więc kwestia piłkarza roku. Został nim gracz
2. Bundesligi Jacek Krzynówek. I tu kolejna wątpliwość.
Jak to gracz drugiej ligi piłkarzem roku? Tak kochani to
jest możliwe. Rzecz jasna szkoda, że nie Andrzej
Niedzielan, ale Krzynówek był najlepszy ... bez dwóch
zdań. Pokazał to w reprezentacji i pokazał to (tylko i
niestety) w 2. Bundeslidze. Ale zaklepany już kontrakt z
Bayerem Leverkusen też świadczy o słuszności tego
wyboru. W przypadku Krzynówka jestem pewien, że nie
będzie powtórki z rozrywki tak jak to miało miejsce w
przypadku Radosława Kałużnego. Swoją drogą szkoda
chłopa! I jeszcze jedna ważna rzecz. Wielu naszych
trenerów, także selekcjonerów, powtarzało ż Bundesliga
jest przereklamowana, że jest u nas popularna bo grają
Polacy a Niemcy przebijają nas oprawą czyli stadionami i
pełnymi trybunami. „Polska liga jej nie ustępuje” –
mówił nawet Jerzy Engel. Oj Panowie, chyba czas
zweryfikować poglądy! Skoro gracz drugiej ligi
niemieckiej jest polskim piłkarzem roku, to świadczy to
jednoznacznie, że jesteście (byliście) w błędzie! I to
jakim! Daleko nam do Europy. Nie tylko politycznie ale i
sportowo. No więc: Pomyślności i radości. Sukcesów i
efektownych zwycięstw. Oby prezes Drzymała i jego ekipa
zaprzeczyli temu co napisałem w Wigilię Wigilii AD 2003.
Szczerze sobie tego i Wam życzę. Rok 2004 przed nami!
Paweł Wójcik – Polsat Sport |
|
KOREA - JAPONIA 2002, CZYLI PRZYGODA ŻYCIA - cz.2
[23.12.2003]
|
Do
Seulu tym razem przez Frankfurt lecieliśmy ponad 10
godzin. W samolocie było wesoło, bo spotkałem znajomych
DJ’ów z Wrocławia, którzy właśnie udawali się na roczne
kontrakty do japońskich klubów. Do tego dało się już
czuć atmosferę wielkiego sportowego święta. Kilka rzędów
dalej siedzieli Kim Milton Nielsen i Anders Frisk –
najlepsi sędziowie świata. Byli bardzo sympatyczni ale o
swojej profesji nie chcieli zbyt długo rozmawiać. Poszli
szybko spać. My poszliśmy do stewardesy. Ta była bardzo
konkretna i dość szybko po przetestowaniu prawie
wszystkiego co można było wlać do plastikowego
kieliszka, zasnęliśmy i my. Zapomniałem wcześniej dodać
o jednym wielkim minusie wyprawy do Azji wschodniej.
JEDZENIE!!! Normalnie nie do przejścia! Azjatyckie
restauracje w Polsce czy w Europie to zupełnie inna
historia. Ja też myślałem, że lubię chińszczyznę!
Pierwsze dania serwuje się już w samolocie. Najgorsza
jest „kimczi” czyli kapusta ale do prawdy nie mam
pojęcia czym ją się zaprawia. Mniejsza o żarcie, jednak
gdyby nie amerykańskie wszechobecne hamburgery mógłbym
stracić znacznie więcej kilogramów niż straciłem. Piwo
było podobne w smaku do naszego tylko lżejsze. Napojem
narodowym jest tam „sodżu” delikatna i nisko procentowa
bardzo przejrzysta „woda”. Ale do rzeczy! Najważniejsze
były Mistrzostwa. Jeszcze tylko kongres FIFA, wywiad z
Michelem Platinim i już pierwszy mecz: Francja –
Senegal. Komentowali go Mateusz Borek i Roman Kołtoń
dlatego razem z Bożydarem Iwanowem mogliśmy spokojnie
oglądać porażkę aktualnych jeszcze wówczas Mistrzów
Świata. Większość turnieju przesiedziałem w Seulu w
ogromnym Centrum Prasowym w którym były studia
wszystkich stacji telewizyjnych relacjonujących World
Cup. W sumie skomentowałem aż 23 mecze z czego niestety
większość z tak zwanej dziupli. Ogromne koszty sprawiły,
że podobnie postępowali inni dziennikarze z krajów
naszego regionu. Korea jest droga ale Japonia ...
cholernie droga. Tam sto dolarów starczy na taxi,
śniadanie i obiad. Dlatego cieszyliśmy się że jesteśmy
na półwyspie koreańskim. O meczach Polaków pisał nie
będę bo nie ma sensu. Opisał naszą ekipę „RoKo” w
książce „Prawda o Korei”. Przyznam tylko że było nam
przykro, bardzo przykro. Całe szczęście że był mecz z
Amerykanami – to nam poprawiło wyraźnie humory. Miałem
to wielkie szczęście że na miejscu poznałem wielu byłych
świetnych piłkarzy i trenerów. Prawie zaprzyjaźniliśmy
się z Carlosem Bilardo i Cezarem Menottim. Obaj w
przeszłości zdobywali tytułu MŚ z reprezentacją
Argentyny.
Atmosfera MŚ była niesamowita! Koreańczycy zwariowali na
punkcie piłki nożnej. Już na miejscu stałem się fanem
zespołu „The-amingo”. Do końca życia nie zapomnę meczów
które relacjonowałem: Urugway – Senegal (dwie bramki dla
Senegalu po błędach arbitrów), Korea – Niemcy (płacz
koreańczyków po pierwszej porażce) i meczu o 3. miejsce
Korea – Turcja (wielka radość po spotkaniu bo oba narody
bardzo się przyjaźnią). 6 tygodni poza domem, czas
ogromnej pracy ale nie brakowało też czasu na zabawę
(zwłaszcza w końcowej fazie turnieju, kiedy to meczów
było już znacznie mniej). W Seulu stacjonuje sporo
amerykańskiego wojska i amerykańskich lokali nie
brakuje. Podczas pobytu w Azji bardzo pomagali mi
rodzice i żona. Dzwoniłem do nich przy każdej
nadarzającej się okazji.
Wielka sportowa impreza, wielkie życiowe doświadczenie.
Ogromny stres a czasami nawet gorączka. W połowie
turnieju zachorowałem, jednak mimo poważnego defektu
gardła, siadałem przed mikrofonem. Sporo pomogło mi
przygotowanie do zawodu wyniesione z radia. Pomogli mi
także fachowcy z którymi rozmawiałem przed wylotem z
Warszawy. Myślę że nie było źle bo cały czas jeszcze
komentuje mecze i już myślimy o Mistrzostwach w
Niemczech. Na pewno będzie lżej no i bliżej.
Paweł Wójcik, Polsat Sport |
|
KOREA - JAPONIA 2002, CZYLI PRZYGODA ŻYCIA - cz.1
[22.12.2003]
|
Kto by
się tego spodziewał? Ja? Na pewno nie! Nawet w
najpiękniejszych snach, nie spodziewałem się 2 lata
przed azjatyckim Mundialem, że będę oglądał największe
święto futbolu na żywo, z trybun, czasami nawet z
murawy. Kiedy na początku roku 2001 mój szef – Marian
Kmita, stwierdził że widzi mnie w kadrze Polsatu na MŚ,
wziąłem to raczej za dobrą ocenę mojej pracy i motywacje
do jeszcze większego wysiłku. Tym czasem World Cup był
co raz bliżej a dyrektor do spraw sportu w TV Polsat,
podtrzymywał swoją deklarację. Ostatecznie na pół roku
przed meczem w Seulu Francja – Senegal pomyślałem:
Kurcze to prawda ja tam jadę! Jeszcze w styczniu, do
Polski przyleciał Puchar Świata. Byłem jednym z
niewielu, którzy w specjalnym studio trzymali go w
rękach.
Do Korei pojechałem szybciej niż się tego spodziewałem.
W połowie lutego okazało się, że jest wolne miejsce w
ekipie dokumentującej stadiony i miasta w których
rozgrywane będą mecze. Miałem 3 dni do namysłu, ale
mózgu zbytnio zmuszać do pracy nie trzeba było. Przez
Amsterdam i Hong Kong dolecieliśmy do stolicy Korei
Południowej. Przez trzy tygodnie zjeździliśmy oba kraje
– współorganizujące mistrzostwa. Roboty było sporo ale
bez przesady! Najgorsze były codzienne przejazdy.
Autobus, pociąg i samolot na porządku dziennym.
Tamtejsza wygoda i luksus była dla nas całkowitym
zaskoczeniem. Do tego wszechobecna gościnność i
życzliwość. Koreańczyków kojarzyłem do tej pory z Tico
czy Lanosem. Na moje szczęście takich samochodów tam nie
widziałem. Wszystkie „bryki” maksymalnie podobne do
samochodów amerykańskich. Nie ma co, działają
konkretnie. To my mamy ich za „żółtków” a oni
potraktowali nas jak prawdziwych „Bambo” wciskając nam
to co u nich już dawno nie schodzi. Swoją drogą, który z
ministrów wybrał taką właśnie ofertę dla warszawskiego
Żarania?
Pierwsze co zrobiło na nas powalające wrażenie to
stadiony, Nie ma takich jeszcze w Europie (polskich
stadionów nawet nie wypada wymieniać, myśleć czy
wspominać). Pamiętam że przez cały pobyt w Azji
nadawałem tzw. korespondencje do magazynu sportowego w 1
programie Polskiego Radia. Jeden z dziennikarzy (mój
patron i przyjaciel) Andrzej Janisz po każdej rozmowie
pytał czy aby nie zmyślam. Kiedy sam dotarł do Seulu
zrozumiał jak daleko w Polsce jesteśmy za Murzynami.
Zresztą ponoć w Afryce już są takie obiekty że dech
zapiera. Nie ma się co dziwić wszak FIFA chce urządzić
MŚ 2010 właśnie na Czarnym Lądzie. Ale wracamy do mojej
wyprawy. Największą furorę robiło w naszej ekipie
stwierdzenie: pełen wypas ta Korea. A w Japonii było
jeszcze lepiej! Tylko z ludźmi trochę inaczej.
Koreańczycy byli bardziej mili a wieczorem ... bawili
się jeszcze bardziej odjazdowo niż Polacy. I
najważniejsze. Tak naprawdę porozmawiać w europejskim
języku w tamtym rejonie świata to wielka rzecz. Językiem
obcym w Korei jest Chiński albo Japoński i odwrotnie.
Dlatego póki co jeśli ktoś z was tam pojedzie to po za
hotelem, może „swobodnie dogadywać się z miejscowymi” po
polsku rzecz jasna z odpowiednim użyciem rąk, map,
przewodników itd.
Po powrocie do Warszawy, rozpoczęły się przygotowania do
konkretnego wyjazdu na Mistrzostwa. Dziesiątki rozmów z
naszymi fachowcami. Redaktor Tomasz Wołek wykładał mi
filozofię futbolu w Kolumbii, Ekwadorze i innych krajach
Ameryki Południowej. Sylwester Czereszewski wspominał o
swojej grze w lidze chińskiej. Koreańscy studenci
warszawskich uczelni, uczyli mnie poprawnego wymawiania
nazwisk nie tylko swoich rodaków ale też Japończyków i
Chińczyków. I tak przez 3 miesiące. Do tego pełna
prasówka i każdego dnia obowiązkowo buszowanie po
internecie. Kiedy pakowałem swoje rzeczy samych notatek
było prawie tyle co wpisów do encyklopedii PWN.
Szykowała się niezła jazda.
CDN
Paweł Wójcik, Polsat Sport. |
|
PATRZYMY Z ZAZDROŚCIĄ
[13.12.2003]
|
Ostatnio miałem przyjemność komentować mecz Ligi
Mistrzów Sparta Praga – Lazio Rzym. Marek Kincl w 90
minucie sprawił, że Czesi zwariowali. Sparta wygrała 1 –
0 i awansowała eliminując słynne Lazio. Przy okazji
takiego meczu wiele osób zastanawia się dlaczego nasi
południowi sąsiedzi mogą mieć zespól w elicie a my nie!
Kochani odpowiedź jest tak banalna i prosta, że szkoda
gadać. Czesi są po prosu mądrzejsi! Przykro to mówić ale
taka jest prawda (historia to potwierdza). Śmiejemy się
ze Szwejka i knedlików a sami nie potrafimy zaproponować
nic innego. Praga ma piękną Starówkę, której Warszawa
tylko może pozazdrościć, Czechy przyciągnęły lepszych –
bogatszych, inwestorów niż Polska itd., itp. W Czechach
mieszka cztery razy mniej ludzi niż u nas. A wyniki?
Nedved, Żelezny, Navratilova o takich zawodnikach możemy
tylko pomarzyć! Skauting sportowy jest na dużo wyższym
poziomie niż nad Wisłą. Szkoda pisać skoro gwiazdy
Groclinu Grodzisk nie mieściły się w składzie klubu z „Letnej”.
Piłkarsko przebijają nas nawet Koreańczycy i Chińczycy!
Byłem widziałem! Jak to jest. Ostatnio rozmawiałem z
Dariuszem Wdowczykiem, któremu opowiedziałem taką oto
historię. Chodziłem do klasy w Technikum Budowlanym z
super zapaśnikiem. W pierwszej klasie był materiałem na
mistrza. Później zaczął dostawać kasę, a to są fajne
ciuchy, koledzy, imprezy, gorzałka, no i sport spada na
dalszy plan. Jak byłem w trzeciej klasie on był już w
budowlanej zawodówce. Matury nie zrobił i kariery na
macie także. Oj Wojtek strasznie żałuje tego co
straciłeś!!!
Ale u nas tak niestety jest. Z reguły Polak to cwaniak.
Najpierw kasa a później ... zobaczymy. Z piłkarzami jest
bardzo podobnie. Są wyjątki ale to potwierdza regułę.
Komentuje mecze Sparty już 3 lata. W tym czasie kolejni
gracze robią kariery w Anglii, Francji i Niemczech nie
wspominając o Juventusie. Klub ze stolicy Czech ma
podobnego sponsora do Wisły Kraków. Płaci za zwycięstwa
wielkie pieniądze. Ale za ZWYCIĘSTWA! Sparta potrafi
wyszukać, oszlifować i sprzedać z zyskiem. Tomas Rosicki
z Borussi Dortmund to przykład książkowy (uwielbiam
komentować mecze tej drużyny). Zapraszam w niedzielę 14
grudnia na Borissia M’Gladbach – Borussia Dortmund w
Polsacie Sport.
Szkoda że tak jest ale mamy już taką naturę. Nie mamy
bazy nie mamy trenerów. Zobaczcie jaką karierę robią
Czescy szkoleniowcy w Polsce. Cztery godziny po meczu
Groclin – Man City, na specjalnym bankiecie, prezes
Drzymała wyjął kluczyki do nowego Forda Mondeo i oddał
je Duszanowi Radolskiemu: To za ten sukces! – stwierdził
wielkopolski biznesmen! Tam zagrało oby Groclin był
zwiastunem nowego w naszej piłce, naszym sporcie, naszym
życiu. Jak Drzymała ogłosił, że w 2003 roku zarobił z
klubem 8 milionów PLN to szczęka mi opadła. Przecież do
tej pory każdy prezes katował nas informacjami, że jest
źle, że tylko długi itd. Nawet nie wiecie jak mocno
trzymam kciuki za potomka tego słynnego Drzymały od
wozu! Panie Zbyszku! Niech Pan powie innym jak się robi
futbol!!! I się zarabia. Takie tuzy jak Legia czy Wisła
mogą się uczyć.
Oby tylko nasze państwo pozwoliło prezesowi z Grodziska
działać i pracować w kraju i nie musiał „emigrować” na
Ukrainę. Mam nadzieję, że Sparta Praga utrze nosa AC
Milan tak jak wcześniej Lazio. A my ponownie będziemy
patrzeć z zazdrością. Oj szkoda.
Pozdrowienia, Paweł Wójcik – paco@polsat.com.pl
|
|
POMYŚLNE LOSOWANIE ELIMINACJI !?
[10.12.2003]
|
Nie ma
co! W piątkowy wieczór po losowaniu grup do eliminacji
piłkarskich Mistrzostw Świata 2006, z radości pękło
kilka puszek piwa. Z radości bo rywale wprost wymarzeni!
Co prawda wypada teraz za każdym razem podkreślać że:
wszyscy w Europie są mocni, nie ma już kelnerów itd.
itp. Ale kochani! Zobaczcie na inne grupy. Na przykład
druga z Turcją, Danią, Grecją i Ukrainą. Albo piąta:
Włochy, Słowenia, Szkocja, Norwegia i Białoruś! Z tego
towarzystwa na pewno byśmy się nie wykaraskali. W naszej
grupie pewniacy to reprezentanci Anglii. Z taką tezą nie
wypada nawet polemizować, remisy z ekipą Davida Beckhama
to już będzie spore osiągnięcie. A co będzie przed
meczami? Kolejne spotkania tym razem już nazywane
najważniejszymi meczami XXI wieku! Oj się będzie działo.
Do Anglików Włoch Colina i najszybszy kierowca Formuły 1
Michael Schumacher, dołożyli nam w prezencie Austrie,
Walie, Irlandie Północną i Azerbejdżan. Pierwsze
komentarze przestrzegają nas przed trzema zespołami z
Wysp Brytyjskich. Ale na Boga! O ile przed Anglią trzeba
mieć respekt to Walia jest do ogrania, Irlandia Północna
tym bardziej. Austria w tej chwili nie ma klasowych
piłkarzy, kluby w europejskich pucharach się praktycznie
nie liczą, więc Polacy powinni kończyć spotkania ze
spadkobiercami Mozarta inkasując 6 punktów. Nie
wyobrażam sobie innego zakończenia meczów z Azerami.
Jedyna nie ustalona kwestia to ilość strzelonych im
bramek. Czyli co? Walka o pierwsze miejsce z Synami
Albionu i nie może być inaczej niż co najmniej druga
pozycja. Trener Paweł Janas nie może popełnić błędów
Jerzego Engela. Przede wszystkim kadra to nie
towarzystwo do pitki i piłki ale zaszczyt! Mają grać
najlepsi w danej chwili. Żadnego balangowania w Pałacu
Kawalerów czy eskapad po stołecznych klubach. Żadnej nie
pisanej „sztamy futbolistów”. Na to jako kibic i
dziennikarz z góry się nie zgadzam. Nasi piłkarze mają
charakter tylko trzeba ich trzymać mocno w garści.
Najlepszy przykład to reprezentacja Irlandii, która na
Mundialu w Japonii pozbyła się gwiazdora Roya Keana. Ale
też i sam selekcjoner – myśliwy, musi cały czas jeździć
albo siedzieć przed telewizorem i oglądać wszystkie
mecze z udziałem najlepszych naszych piłkarzy. Nie
wyobrażam sobie aby nie pomagał Janasowi w tej żmudnej
pracy Edward Kleindinst – moim zdaniem największy
fachowiec w tej dziedzinie. Miałem 3 lata jak ograliśmy
w eliminacjach do niemieckiego turnieju finałowego,
Anglików i Walijczyków. Tamte mecze znam tylko z
powtórek. Miałem 30 lat jak ogrywaliśmy Ukraińców i
Norwegów w eliminacjach do azjatyckiego Mundialu. Trzeba
zrobić wszystko aby te dwa wydarzenia połączyć w jedno
(może zatrudnić fachowców od szamponów, którzy
perfekcyjnie łączą dwa w jednym – ha ha ha). Cel jest
jasno określony. Niemcy 2006!!! Ja tam chcę jechać i
pewnie wielu z was także. Z Żar do Berlina. Lipska,
Gelsenkirchen czy Monachium wcale nie daleko. Może ekipa
Polsatu w drodze na Mistrzostwa będzie miała ostatnią
polską bazę właśnie w Żarach? Właśnie tu często
zatrzymujemy się z moimi kolegami w gościnnym domu
rodziców. Jeżeli tak się stanie to oświadczam
publicznie: wynajmujemy fajny klub i ZAPRASZAM na super
balangę! Listę gości ustalimy z Tomkiem, który prowadzi
tę stronę i robi to znakomicie! To co? Do zobaczenia w
maju 2006 w Żarach w drodze na Mistrzostwa Świata!
Paweł Wójcik – Polsat Sport. |
|
DLA KOGO 3 LIGA ?
[06.12.2003]
|
Mam
wrażenie, że trzecia liga jest najbardziej niewdzięczną
klasą rozgrywkową w naszym kraju. Niestety, polityka
kadrowa i sportowa przytłaczającej większości klubów,
zdaje się to potwierdzać. Trzecio- ligowcy najczęściej
stają się pośrednikami w sprzedawaniu piłkarzy do 1. czy
2. ligi. A wielka szkoda, bo ostatnio pojawiły się w
Polsce drużyny, z małych miast które przyjmują inne
standardy sportowej egzystencji. Przykłady Wronek czy
Grodziska Wlkp są aż nadto ograne. Jest inna siła –
Kielce. Grupa futbolowych fascynatów zainwestowała w
tamtejszą Koronę stawiając na pełen profesjonalizm.
Pierwszym konkretnym ruchem było ściągnięcie Dariusza
Wdowczyka, który rok wcześniej wywalczył Mistrzostwo
Polski z warszawską Polonią. „Wdowiec” uchodzi za
jednego z najzdolniejszych trenerów młodego pokolenia.
Pamiętam jak po Mundialu w Korei i Japonii żartowaliśmy:
Darek bierz się za kadrę! Minęły 4 miesiące i były
świetny obrońca, był w gronie kandydatów na
selekcjonera! Pracował już jednak w trzeciej lidze i to
mu na razie pasuje. Dlaczego o tym pisze? Odpowiedź jest
banalna. W krainie scyzoryków chcą mieć ekstraklasę!
Jest sponsor, poważny inwestor, który nie tylko wykłada
pieniądze ale daje także gwarancje. Korona nie
sprzedaje, tylko skupuje piłkarzy którzy pod okiem
trenera Wdowczyka, biją się o awans do drugiej ligi. Na
wiosnę ma ruszyć tam budowa najnowocześniejszego
stadionu w naszym kraju. Jego projekt robi spore
wrażenie a koszt - 25 milionów złotych, jeszcze większe.
Szkoda że to wyjątek. Gdyby Promień miał takiego
sponsora jak firma Kolporter? Na razie to jednak
marzenia. Andrzej Strejlau, z którym rozmawiałem
ostatnio o Żarach, wypalił od razu: „A Promień byłem tam
jak szukaliśmy bramkarza do Zagłębia Lubin”. Były
selekcjoner reprezentacji Polski, mówi że kluby
trzecioligowe to naturalne zaplecze dla zespołów z
elity. Dodaje jednak, że byłoby bardzo wskazane, gdyby
takie przypadki jak Amica czy Groclin, Łęczna powtarzały
się co 2 – 3 lata. Na razie jednak poza Kielcami
większych szans na to nie ma. Trzecia liga! Prawdę
mówiąc to już tylko mały kroczek do „wielkiej polskiej
piłki”. Już teraz przecież razem z Promieniem grają
takie tuzy jak Śląsk Wrocław czy Zagłębie Sosnowiec
(swoją drogą to jakieś kuriozum). Po co więc z góry
rezygnować z drogi, którą wytycza bój o Mistrzostwo
Polski. W mojej redakcji pracuje sporo ludzi spoza
Warszawy. Kiedy po weekendzie spotykamy się w naszym
biurze, rozpoczyna się dyskusja o Bundeslidze, później o
Liverpoolu . Manchesterze i Arsenalu, do tego jeszcze
Real Madryt Juventus i Inter Mediolan a na koniec polska
trzecia liga!!! Oj gdyby tylko prezesi tych klubów
wiedzieli, jakim zainteresowaniem cieszą się ich klubu.
Oj gdyby tylko wiedzieli ....
Pozdrowienia Paweł Wójcik, Polsat Sport |
|
JAK WYGLĄDA SPONSOROWANIE SPORTU W TV - cz.2
[30.11.2003]
|
W
programach informacyjnych Telewizja publiczna co raz
częściej pokazuje w swoich skróty z wydarzeń, opatrzone
znaczkami innych stacji. TVP traci od kilku sezonów
prawa do pokazywania najważniejszych wydarzeń
sportowych, przykłady to: piłkarskie mistrzostwa świata,
Liga Mistrzów a nawet mecze reprezentacji, które wróciły
do TVP tylko dzięki uregulowaniom prawnym. Stacja
publiczna ma jeszcze zagwarantowane relacje z Igrzysk
Olimpijskich ale kto wie czy po roku 2008-mym ich nie
straci.
Wojny pomiędzy stacjami o prawa nie ma. Rynek jest już
od 2-ch 3-ch lat jasno określony. Oczywiście w przypadku
spektakularnych zwycięstw każdy chce je mieć na swojej
antenie. Przykładem może być ostatni Puchar Świata w
siatkówce kobiet, relacjonowany przez Polsat. O tym że
Polsat pokazał ten turniej zdecydowały międzynarodowe
kontakty na które pracuje się latami wśród agencji
handlujących telewizyjnym towarem. Do tego dochodzi
zakup całego pakietu a nie tylko pojedynczych zawodów.
Sprzedający zawsze zwracają uwagę na prestiż stacji oraz
wywiązywanie się ze wcześniejszych kontraktów.
Konkurowanie o lepszy produkt, przypomina czasami zakupy
kota w worku. Tak było między innymi z azjatyckim
Mundialem, do którego prawa nabył Polsat. Kiedy okazało
się że w Korei i Japonii zagrają Polacy, na Woronicza
musiała znaleźć się odpowiednia gotówka aby wykupić
mecze drużyny Jerzego Engela.
Z reguły o nabyciu praw decydują pieniądze, ale nie do
końca. Swego czasu PZPN oddał pośrednikom prawa do
pokazywania meczów reprezentacji w eliminacjach do Euro
2000 i Mistrzostw Świata 2002. Tu akurat przetargu,
licytacji nie było a ów pośrednik oddał prawa w
tajemniczy sposób telewizji publicznej.
W tej chwili trwa wyścig o prawa do pokazywania żużlowej
ekstraligi. Są 3 oferty znacznie się od siebie różniące.
Jedna ze stacji daje ponoć bezpośrednio gotówkę, inna
40-to minutową retransmisje my natomiast relacje na żywo
w jednej z naszych otwartych telewizji. To taki przykład
dla zobrazowania telewizyjnej konkurencji.
W przypadku Polsatu Sport, nabywanie praw do polskiego
sportu sprawdza się bardzo dobrze. Według ostatnich
badań, nasz kanał wyprzedził jeśli chodzi o oglądalność:
DSF, Canal plus Niebieski ale pozostajemy za liderem
jakim jest Eurosport. Jak długo taki układ będzie trwał?
Wszystko zależy od koniunktury gospodarczej, bo ta na
sport raczej nie zmaleje. W tej chwili polski sport
można pokazywać bez opłat licencyjnych. Staramy się to
wykorzystać i nie jest to chwilowe zafascynowanie a
przemyślana polityka wielosezonowa.
Przy tym temacie można omówić także międzynarodowe
regulacje dotyczące praw telewizyjnych w telewizjach
ogólnodostępnych – i tu trzeba zachować rozgraniczenie
między ogólnodostępną a publiczną. Generalnie takie
regulacje nie istnieją poza EBU czyli Europejską Unią
Nadawców, skupiających stacje publiczne. Zrzeszenie to
ma jeszcze w wyłączności prawa do Igrzysk o czym już
mówiłem.
Rzeczywiście wolny rynek decyduje o wszystkim. Są jednak
drobne subtelności i wymogi. Meczów danej reprezentacji
z finałów Mistrzostw Świata nie można zamknąć w
programie kodowanym, UEFA żąda aby pokazywać w kanale
otwartym przynajmniej jeden mecz z kolejki i magazyn
poświęcony tym rozgrywkom. Wszystko to związane jest
rzecz jasna z głównym sponsorem turnieju ale też
wewnętrznymi przepisami tych którzy te prawa sprzedają.
Na koniec kwestia która wzbudza najwięcej emocji:
Kodowanie zawodów sportowych oraz zyski jakie z tego
faktu wynikają.
Zamykanie atrakcyjnego towaru w dekoderze czy płatnym
kanale to nic nowego. Już wcześniej wpadli na ten pomysł
producenci filmowi. Kodowanie najciekawszych imprez jest
więc powieleniem tej idei. W generalnym rozrachunku
kibic i tak wychodzi na swoje. Gdyby zsumować wydatki
jakie trzeba ponieść idąc na stadion, kilka razy w
miesiącu do tego z kimś z rodziny – opłata za 30 dni
oglądania Polsatu Sport czy Canal plus, jest doprawdy
niewielka. Strategia chyba każdej stacji jest
zrozumiała.
Z pomocą wydarzenia sportowego, sprzedać dekoder albo
cały kanał do telewizji kablowej. A jak to się ma do cen
reklam? Mogę opowiedzieć na przykładzie mojej stacji.
Koszt spotu reklamowego w Polsacie Sport wynosi w tej
chwili około 500 złotych. Mówię o tak zwanym najlepszym
czasie antenowym. W TV 4 taki sam spot może kosztować 5
tysięcy a w Polsacie nawet do 40-tu tysięcy złotych. Aby
reklamować się w zeszłym sezonie przy Lidze Mistrzów
trzeba było zapłacić za reklamę 20 tysięcy złotych.
Jasno więc widać, że wpływy z reklam w kanale kodowanym
to margines jeśli chodzi o dochody. Stacje główne zyski
mają ze sprzedaży dekoderów i późniejszych opłat
wynikających z ich eksploatacji. Wydawać by się mogło,
że kanał sportowy to jasno określona grupa odbiorców i
łatwiej dotrzeć do upatrzonego widza. Reklamodawcy
jeszcze tego nie doceniają, o czym świadczy cały czas
mała ilość reklam emitowanych na przykład w Polsacie
Sport.
Paweł Wójcik. |
|
JAK WYGLĄDA SPONSOROWANIE SPORTU W TV - cz.1
[23.11.2003]
|
W tej
chwili, w czasach wolnego rynku, rola telewizji jest
bezsprzecznie najważniejsza, jeśli chodzi o promocje
sportu i jego finansowanie. Wszystko ma swój początek,
kiedy powstaje sukces. To właśnie on powoduje, że tworzy
się rynek na przetwarzanie znakomitych wyników. Aby
wszystko zagrało musi zaistnieć kilka faktów. Są nimi:
dobry sport, jego godna oprawa, na której telewizji
zależy najbardziej i co chyba najważniejsze odpowiednia
współpraca pomiędzy działaczami i stacją telewizyjną. Na
dziś ten obraz jest nie do końca taki jaki być powinien.
Z reguły wygląda to tak, że działacze – manegerowie, oni
pierwsi przychodzą do telewizji oferując swój towar.
Tylko obecność na szklanym ekranie zapewnia bowiem
regularny dopływ gotówki a w konsekwencji utrzymanie:
klubu, drużyny czy zawodnika.
Sponsorom zależy na telewizji, bo w niej najlepiej
sprzedaje się widoczne logo czy nazwa. Pozostałe media –
radio czy prasa są niewystarczające. To daje telewizji
pozycję dominującą. To właśnie stacja rządzi później
relacją, kreując jej scenariusz, zaczynając od wyjścia
zawodników z tunelu czy później pierwszej syreny. Od
kilku sezonów komentuję mecze żużlowe i tu mogę posłużyć
się przykładem. Przed rokiem jeden z działaczy
twierdził, że relacja na żywo w telewizji odbiera mu tak
dużo publiczności na stadionie, że traci on na
organizacji jednego meczu od 30tu do 50ciu tysięcy
złotych. W marcu przed pierwszą kolejką ekstraligi, ten
sam prezes zadzwonił do mnie i w 3 dni dogadaliśmy co do
relacji jego drużyny w naszej stacji. Powód był bardzo
prosty. Silna firma odzieżowa z Łodzi, zanim wyłożyła
pieniądze na jego drużynę zażądała obecności na
stadionie telewizyjnych kamer. Banery, reklamy na
plakatach i w prasie do dla firmy Top Secret było za
mało. Co się okazało? W ciągu kilku miesięcy radykalnie
zmieniła się polityka medialna w klubie z Częstochowy bo
o nim mowa, zresztą jego prezes będzie także prelegentem
na tym spotkaniu. Nowe w klubie spowodowało, że na
stadionie zasiadało na meczu ligowym aż 30 tysięcy
widzów przy relacjach na żywo w TV. Efekt: zadowolony
sponsor, zadowolona telewizja, zadowolony prezes i
kibice, bo 21go września Top Secret Włókniarz
Częstochowa zdobył po pięknej walce tytuł Drużynowego
Mistrza Polski. To jedna droga, dla jednego klubu czy
zawodnika. Ale jest też druga. Sponsoring i relacje z
całej ligi. Tu kolejny przykład ligowa siatkówka.
Na antenie naszych stacji: Polsatu, Polsatu Sport i TV
4, pokazujemy Polską Ligę Siatkówki. Po pierwszym roku
stałych relacji telewizyjnych, okazało się że wartość
ligi wzrosła według szefów PLS 3krotnie. Dlaczego? Liga
oddala nam prawa, my jej daliśmy dogodny czas antenowy,
PLS skierował do współpracy z nami oddzielną osobę, my
daliśmy możliwość reklamowania się sponsorom. Współpraca
niemal idealna. Ale jest też i inny przykład – liga
koszykówki. W połowie lat 90-tych, przy wielkim boomie
na tę dyscyplinę PLK podpisała kontrakt z TVP na 3
sezony. Kontrakt przy którym telewizja publiczna
dodatkowo płaciła za przekazane prawa. Jest to przykład
jak rozłożono Polską Ligę Koszykówki. Nie wykreowano
silnej reprezentacji, brakowało sukcesów klubowych w
Europie, do Polski zaczęli trafiać podrzędni gracze ze
Stanów Zjednoczonych. Kolejny wniosek, telewizja to nie
wszystko bo potrzebne są kadry zarządzające, znające
nowe strategie i przede wszystkim ludzie z wizją
przyszłości. Koszykówka stara się wrócić do pozycji,
którą utraciła po Mistrzostwach Europy w Hiszpanii. Era
Basket Liga, jako jedyna polska liga jest obecna w TVP.
Czy to sukces? Nie do końca. Po prostu telewizja
publiczna nie ma praw do całej ligi. Nasza stacja
związała się 3 lata temu ze Śląskiem Wrocław. Obecnie
wszystkie mecze tej drużyny, uwaga bo to ważne: na żywo
i w całości można oglądać właśnie u nas. Spotkania
ligowe ale także w elitarnej Eurolidze. Taki silny
związek klubu z telewizją to niemal książkowa symbioza.
Bo oto dochodzi do sytuacji kuriozalnej w polskim
sporcie. Idea Śląsk zajmuje w ostatnim sezonie tylko
3-cie miejsce w rozgrywkach o mistrzostwo. Władze
Euroligi, nie zapraszają do swoich rozgrywek nowego
mistrza Polski ale właśnie klub z Wrocławia. Dlaczego?
Stabilność finansowa, która gwarantuje dobry skład,
pełna hala no i telewizja. Tu muszę się pochwalić, że
relacje telewizyjne z meczów Idei Śląska w Eurolidze są
oceniane w Europie jako jedne z najlepszych. Jak widać
znacznie łatwiej jest o ten łączony sukces klubu,
sponsora i telewizji na antenie międzynarodowej, niż w
kraju.
Żeby nie było tak słodko, są także sytuacje trudne do
wytłumaczenia. Na przykład reprezentacja naszych
siatkarek, która zdobyła w Turcji tytuł mistrza Europy.
Usilne starania związku, a nawet telewizji, nie dały
efektu i ten zespół z którym cały czas wiążemy nadzieje
nie ma sponsora.
Podsumowując powtórzę: rola telewizji jest ogromna ale
najpierw musi być sukces a dopiero później wytworzy się
rynek sponsoringu.
Jeśli chodzi o konkurowanie stacji telewizyjnych w
kwestii zakupu praw, nie do końca można się przy tym
temacie otworzyć co jest związane z tajemnicą handlową.
Temat ten ściśle łączy się z zagadnieniem rynku praw
telewizyjnych w Polsce dlatego połączyłem te dwa wątki.
Każda duża telewizja w naszym kraju ma w swojej ofercie
programy sportowe. Canal plus na nowo stara się
odbudować siłę ligowej piłki. Zresztą bez pieniędzy tej
stacji liga by zapewne w szybkim czasie zbankrutowała. W
swojej ofercie ma także rozgrywki w Anglii, Hiszpanii,
Francji i we Włoszech. Polsat Sport to rodzima
siatkówka, żużel, piłka ręczna i hokej a do tego dużo
piłki europejskiej, NHL i kilka innych dyscyplin. TVN
obiera drogę Polsatu sprzed 7miu lat i inwestuje w boks.
TVP to piłkarska reprezentacja Polski, Adam Małysz i
ligowa koszykówka. Już na pierwszy rzut oka widać, że
paradoksalnie ciężar promocji polskiego sportu spoczywa
na barkach stacji komercyjnych. Wiele osób i słusznie ma
pretensje do telewizji publicznej, że ta absolutnie nie
spełnia swojej misji. Pokazywanie piłkarzy Pawła Janasa
i skoków Małysza to po prostu biznes i czysta kalkulacja
zysków z reklam wykupionych przy zawodach z udziałem
wymienionych. TVP ma do dyspozycji aż 4 anteny ale
telewizji prezesa Kwiatkowskiego nie ma jednolitej
polityki w pokazywaniu sportu.
cdn. |
|
Z GÓRNOŚLĄSKIEJ NA WORONICZA - Z MYŚLĄ O MAMIE I TACIE
[13.11.2003]
|
Jako
uczeń popularnej „Piątki” a później „Budowlanki”, nigdy
nie byłem w gronie, tych którzy kończą rok szkolny z
biało-czerwonym paskiem na świadectwie. Więcej! Swego
czasu jedna z nauczycielek przedmiotu ścisłego,
potraktowała mnie „pałą” na półrocze tylko dlatego, że
wyprowadzenia jakiegoś debilnego wzoru nauczyłem się na
pamięć. „Co z tego że umiesz, jak nie rozumiesz!” –
oznajmiła kobieta z dziennikiem pod pachą. „Ale
wyprowadziłem wzór a to chyba wystarczy na trójkę” –
ratowałem bezskutecznie swoją średnią. Już nawet kiedy
dostałem się na studia we Wrocławiu, nie brakowało
życzliwych, którzy mojemu ojcu powtarzali: To tylko na
pół roku! Jak dumny był mój tata, kiedy Ci wszyscy
„przyjaciele” oglądali po 4 latach moje materiały
reporterskie w wiadomościach sportowych TVP 1. Do tej
pory widzę w myślach miny tych wszystkich malkontentów i
wizjonerów mojej przyszłości. A rodzice cały czas są
dumni, że zdołałem wyrwać się z żarskiego – jakby nie
było zaścianka. Wspólnie oglądają każdy mój mecz, a po
wszystkim opowiadają im co było dobre z co trzeba
poprawić. Ojciec Roman zawsze był kibicem, mama Ewa –
piszczała w niebogłosy kiedy Boniek aplikował Belgom 3
bramki w Barcelonie na Mundialu w 1982. Gdyby nie oni,
ich wyrozumiałoś i życzliwość, nigdy nie byłbym tam
gdzie jestem teraz. A dzięki swojej pracy byłem
świadkiem najważniejszych imprez sportowych i zwiedziłem
już pół świata. Od Atlantic City, gdzie Gołota bił w
spodenki Bowa, przez najpiękniejsze miejsca w Europie,
po Hong Kong, Seul i Tokio. Oj przyjaciele! „Boże strzeż
mnie od przyjaciół bo z wrogami poradzę sobie sam!”
Jakie to prawdziwe, jakie to polskie. Pisze wam o tym bo
najważniejsze w życiu to mieć jasno określony cel.
Pamiętam jak w blokach na Męczenników Oświęcimskich
oglądaliśmy z kolegami mecze polskich piłkarzy. „Kaziu”,
„Lupi” i ja – wszyscy ubrani w białe koszulki i czerwone
spodenki. Pamiętam jak malowaliśmy plakatówkami pierwsze
flagi Promienia, przed meczami w Pucharze Polski z
Zieloną Górą i Iłową. Piłkę kochałem od zawsze, nieco
później także żużel. Do tej pory to dwie dyscypliny,
które komentuje z pasją, pełnym oddaniem i całkowitym
zaangażowaniem. Do telewizji trafiłem z Radia. Najpierw
była ESKA Wrocław a później ESKA Warszawa. W obu tych
stacjach byłem szefem redakcji sportowej. Mój przyjaciel
i późniejszy szef – Marian Kmita pracował już jako
dyrektor najpierw na Woronicza a potem w Polsacie.
Znaliśmy się jeszcze ze stolicy Dolnego Śląska i dlatego
dał mi szanse. W TVP nie było jednak możliwości
przebicia się i zrobienia czegoś większego, stołki były
zajęte. W Polsacie inaczej. 11 sierpnia 2000 roku
zadzwonił telefon. Mój szef powiedział: za dwa dni
komentujesz mecz Bundesligi. Wchodzisz w to? No pewnie!
(chociaż do tej pory mecze komentowałem tylko w radiu i
były to tak naprawdę krótkie reporterskie wejścia na
antenę). Później wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Bundesliga, Liga Mistrzów, koszykówka i żużel – tymi
dyscyplinami zajmuję się do dziś. Przez kilka lat
poznałem wielu wspaniałych sportowców i trenerów, którzy
są moimi dobrymi kolegami. Są to nazwiska topowe a
wymieniać ich nie ma po prostu czasu. Ale jest to miłe,
kiedy po treningu kadry podchodzi Jurek Dudek i mówi :”
Słyszałem jak komentowałeś z Darkiem (brat Jerzego,
piłkarz Legii) mecz Manchesteru United z Glasgow Rangers.
Świetnie!”. Pod koniec 2001 roku, znana była już nasza
kadra na „telewizyjne Mistrzostwa Świata” w Korei i
Japonii. Mateusz Borek, Bożydar Iwanow, Roman Kołtoń i
... ja! O rany! O takim wyróżnieniu jeszcze 2 lata
wcześniej nie mogłem nawet pomarzyć! Pierwszy telefon
wykonałem do rodziców do Żar. Kolejny raz byli dumni. A
potem? Potem od rana słuchali każdej relacji i tak jak
wcześniej podpowiadali. Niestety, praca w telewizji ma
to do siebie, że zajęć jest bardzo dużo, zwłaszcza w
weekendy. To powoduje, że brakuje czasu na wizyty w
rodzinnych stronach. Sobota – Niedziela, kolejna seria
Bundesligi albo latem kolejny wyjazd na ligowy żużel.
Wiem jednak, że robię to o czym zawsze marzyłem a co dla
uczniaka z „5” było nieosiągalne! Pamiętam, że kiedyś
miałem magnetofon ZK- 140. Przystawiałem sobie do ust
mikrofon i udawałem Ciszewskiego. W podstawówce (byłem w
klasie sportowej i trenowaliśmy piłkę ręczną) była
pierwsza zabawa w teatrzyki szkolne i zawsze sporo
muzyki. To poszerza horyzonty i to zaprocentowało
później. Innej drogi nie ma! Oczywiście można skorzystać
ze znajomości i układów aby dostać fajną pracę. Tak jest
zwłaszcza w telewizji publicznej. Tu też nazwisk
wymieniać nie trzeba, bo to widać. W komercyjnej już
nie. Jak Ci nie idzie to nikt nie zostawi Cię przy
mikrofonie. Ciekawa rzecz! Tam gdzie pracuje jest bardzo
mało rodowitych warszawiaków. Komentatorzy Polsatu
pochodzą z Katowic, Bolesławca, Dębicy no i ja z Żar.
Wszyscy kochają swoją pracę, wszyscy musieli podjąć
kiedyś bardzo ważną decyzję. Zostawić rodzinny dom i
wyjechać w nieznane. Do takich decyzji trzeba się
przygotować, nie są one łatwe. Na pewno jest wielu
takich którym się nie udało. Mi tak. Ale pomogli mi w
tym najbardziej rodzice i na zawsze będę o tym pamiętał.
Pozdrowienia ze stolicy, Paweł Wójcik – Polsat Sport. |
|
PSV Eindhoven dobre dla Niedzielana
[07.11.2003]
|
Andrzej Niedzielan nie kryje, że jego sportowym
marzeniem jest gra w dobrym klubie, rywalizującym w
silnej lidze. Zespół który 17. razy zdobywał mistrzostwo
Holandii jest odpowiednim kandydatem dla wychowanka
Promienia Żary. Reprezentant Polski wiele razy
podkreślał, że najbliżej mu do Bundesligi, ale do tej
pory wyjazd za Odrę i Nysę Łużycką nie doszedł do skutku
z różnych przyczyn. W październiku okazało się, że Guus
Hiddink widzi w swojej ekipie zawodnika, który pierwsze
kroki stawiał na stadionie przy ulicy Zwycięzców. W
pierwszych dniach listopada, prasa poinformowała nawet,
że wstępna umowa jest już gotowa. Czy Andrzej wyjedzie
do Kraju Tulipanów? Z odpowiedzią na to pytanie musimy
wstrzymać się co najmniej do zimy, kiedy to otworzy się
kolejne okno transferowe. PSV w tym sezonie broni tytułu
mistrza Holandii. Obok Ajaxu Amsterdam i Feyenoordu
Rotterdam, zespół sponsorowany przez koncern Philipsa,
tworzy siłę tamtejszej ligi. Do tego PSV regularnie
występuje w elitarnej Lidze Mistrzów a w latach 1978 i
1988 zdobywał europejskie puchary. Holenderski klub
zyskał w Polsce sporo sympatyków, kiedy w jego barwach
występował Tomasz Iwan. W tej chwili największą gwiazdą
tej drużyny Serb Mateja Keżman. Od kilku miesięcy głośno
mówi się o jego odejściu. Bodaj największe zakusy ma na
super strzelca Barcelona ale napastnikiem tym interesują
się także Tottenham, Everton oraz kluby włoskie. Keżman
okazał się godnym następcą Ruuda van Niestelrooya –
teraz gwiazdora Manchesteru United. W ubiegłym sezonie
zdobył 35 goli w 33 meczach! W sumie do tego sezonu w 93
występach w lidze holenderskiej aż 74 pokonywał
bramkarzy! Andrzej Niedzielan ma więc szanse na grę w
klubie, który zawsze miał znakomitych napastników. Za
kulisami wielkiej piłki, mówi się że Serb wyceniany jest
na 12 milionów Euro. Napastnik Groclinu kosztuje milion.
Pieniądze dla Holendrów to nie problem. Mój redakcyjny
kolega – ekspert od ligi holenderskiej – Bożydar Iwanow,
twierdzi, że Niedzielan powinien trafić do PSV nawet
jeśli Keżman miałby w nim pozostać. Trener cudotwórca,
jakim jest Guus Hiddink, nie ma bowiem alternatywy dla
Keżmana. Swoją drużynę ustawia najczęściej w systemie 1
– 4 – 4 – 1 –1. Keżman gra oczywiście z przodu. Za jego
plecami występują na zmianę: Hesselink, Park Ji-Sung
albo de Jong. Ich miejsce, gdyby Niedzielan trafił do
PSV, z pewnością zająłby właśnie nasz zawodnik. W PSV
Andrzej mógłby liczyć na idealne podania od Robbena, van
Bommela czy Rommedala. Wszyscy wymienieni piłkarze to
klasa światowa. Po 4 kolejkach tegorocznej edycji Ligi
Mistrzów, PSV było na 3 miejscu za AS Monaco i Deportivo.
Europejskie puchary w Eindhoven to praktycznie
codzienność. Fajnie mieć „swojego” w takim towarzystwie!
Nawet nie wiecie jaka to przyjemność, kiedy komentator
meczów piłkarskich, może przed meczem o wielką stawkę,
porozmawiać ze swoim dobrym znajomym. PSV to firma,
która szlifuje futbolowe diamenty. Pamiętacie gdzie z
Cruzeiro trafił do Europy król strzelców Mistrzostw
Świata 2002 – Ronaldo. Właśnie do Eindhoven. Po Holandii
była Barcelona, Inter Mediolan i teraz Real Madryt.
Życzę Andrzejowi szybkiego transferu i gry na salonach
Starego Kontynentu.
Paweł Wójcik, Polsat Sport. |
|
WARSZAWSKIE ZWYCZAJE ?
[07.11.2003]
|
W
Warszawie mieszkam już ponad 6 lat ale w żaden sposób
nie mogę się do niej przyzwyczaić. Generalnie jest tak,
że przyjeżdżając do stolicy, z marszu wypada być kibicem
Legii. Osobiście bardzo lubię klub z ulicy
Łazienkowskiej ale denerwuje mnie jeśli ktoś jest na
stadionie, którego patronem mam nadzieje będzie niebawem
Kazimierz Deyna, jest bardziej warszawski niż wiślana
syrenka. Niestety, część piłkarzy Legii zapomina że gra
w klubie z wielkimi tradycjami, klubie który cały czas
liczy na występy w elitarnej i dochodowej Lidze
Mistrzów. Ostatnio byłem z moimi redakcyjnymi kolegami,
na meczu Legia – Dyskobolia Grodzisk. Nie mogłem nie być
na tym meczu z dwóch oczywistych faktów!!! Pierwszy
nazywa się Andrzej Niedzielan (który tak jak ja mieszkał
swego czasu na Zwycięzców) a drugi to Mariusz Liberda.
Kiedy obaj wybiegali na murawę kibice Legii zawyli, ale
nasi ziomale nie spękali. Mimo iż Mariusz dość szybko
musiał zaglądać do własnej bramki po golu Switlicy, gra
bramkarza vicemistrzów Polski mogła się później bardzo
podobać. Trochę gorzej zagrał pogromca Madziarów ale i
tak defensorzy stołecznego klubu musieli się za nim
nieźle nabiegać. No i końcówka! Starcie z udziałem
Andrzeja. Podbiega Marek Jóźwiak i kopie naszego
Andrzejka w plecy. Co za chamstwo! Kilka miesięcy temu,
kiedy piłkarze z Grodziska cieszyli się z wygranej w
Warszawie, Jóźwiak stwierdził z pogardą: „tak się cieszą
chłopcy ze wsi!!!” Co za typ! Sam pochodzi gdzieś spod
Mławy (miasteczko nawet nie w połowie takie jak Żary) a
innych szereguje według tylko sobie znanych kryteriów.
Wielki Pan Legionista. Zagotowałem się mocno. Może o
kilka słów wypowiedziałem za dużo i za głośno.
Kilkunastu gości z szalikami Legii w sektorze
dziennikarzy spojrzało się na mnie bardzo niemiło.
Pewnie tacy sami warszawiacy jak Jóźwiak.
Pozdrowienia ze stolicy Paweł Wójcik – Polsat Sport. |
| |
|
Redakcja
WWW.PROMIENZARY.COM serdecznie dziękuje Pawłowi
Wójcikowi za współprace z naszym serwisem.
Kopiowanie i
rozpowszechnianie materiałów bez zgody redakcji
zabronione! |
| |
|